Magik z Les Ulis – Thierry Henry

Nadszedł czas by przedstawić sylwetkę jednego z najlepszych piłkarzy w historii futbolu. Francuzi mogą z dumą wymieniać nazwiska takich fenomenów jak Platini, Zidane, czy Thuram. Wśród tych legend zarówno francuskiej jak i światowej piłki nie można pominąć najlepszego strzelca Tricolores, byłego zawodnika Arsenalu i FC Barcelony. Przed państwem Thierry Henry!

Wzloty i upadki

foto: francefootball.fr

Po udanych występach w młodzieżowej drużynie Monaco, okraszonej 42 golami w sezonie, został dołączony do pierwszego zespołu. Ówczesny menedżer Czerwono-Białych, Arsene Wenger, był niezwykle podekscytowany umiejętnościami młodego Francuza. Współpraca ta nie potrwała długo – Wenger opuścił Stade Louis II już we wrześniu. Jednak przyszłość spłatała im figla i ich drogi ponownie się skrzyżują. W pierwszym sezonie Ligue 1 Henry dostawał sporadyczne szanse adekwatne do młodego wieku. Swoje umiejętności pokazał w spotkaniu przeciwko RC Lens, kiedy to zdobył dwie bramki. W kolejnych latach zyskiwał coraz większe doświadczenie na francuskich boiskach. Aż przyszedł sezon 1996/97, w którym Thierry zyskał miejsce w pierwszym składzie. Jego współpraca między Sonnym Andersonem i Victorem Ikpebą była na tyle dobra, że przyczyniła się do tytułu mistrzowskiego Monaco. Henry stał się bohaterem Czerwono-Białych i wielką nadzieją na przyszłe lata.  Dowiódł, że jest gotów na wielkie rzeczy rok później. AS Monaco spisywało się powyżej stawianych oczekiwań i dotarło do półfinału Ligi Mistrzów. Niestety w walce o finał prestiżowych rozgrywek ulegli mocnemu Juventusowi. Na ten świetny wynik ogromny wpływ miał właśnie Henry. Francuz w 9 meczach trafiał do siatki 7 razy, ustanawiając tym samym rekord zdobytych goli przez francuskiego zawodnika w jednym sezonie rozgrywek. Monaco nie udało się obronić mistrzostwa, ale wciąż grało błyskotliwą piłkę. Występy 20-latka nie uszły uwadze selekcjonerowi reprezentacji . Aime Jacquet podjął decyzję o powołaniu jego do kadry na Mistrzostwa Świata rozgrywane we Francji. Trójkolorowi marzyli o zdobyciu trofeum przed własną publicznością. Zespół napakowany takimi zawodnikami jak Thuram, Blanc czy Zidane był skazany na sukces. Henry rozpoczął turniej bardzo dobrze, strzelając trzy bramki przeciwko Arabii Saudyjskiej i RPA. W fazie pucharowej 20-latek na boisku pojawiał się już jedynie wchodząc z ławki rezerwowych. Francuzi zakończyli turniej cudownym zwycięstwem 3:0 nad Brazylią i spełnili marzenia kibiców. Henry w rozrachunku okazał się najlepszym strzelcem reprezentacji w turnieju. Powrót do Monaco nie był przyjemny. Monaco choć prezentowało się przyzwoicie, zajmowało przez dłuższy czas czwartą lokatę, a młody zawodnik zastanawiał się nad kolejnym krokiem w jego karierze. W styczniu 1999 roku Thierry opuścił zespół ze Stade Louis II i udał się do wielkiego Juventusu Turyn. Stara Dama nie miała udanego sezonu i ostatecznie ukończyła rozgrywki Serie A na rozczarowującym szóstym miejscu. Francuz nie uważa swojego pobytu za szczęśliwy.To był jeden z najgorszych sezonów. Marcelo Lippi chciał, żebym grał jako środkowy napastnik.

Potem przybył Carlo Ancelotti i do końca sezonu grałem na lewej stronie. Musiałem pokrywać całą lewą stronę.

 

 

Henry żądał więcej swobody w grze ofensywnej. Nie chciał wracać do obrony wspomagać partnerów z drużyny, wolał zostawać z przodu i w każdej chwili móc rozpocząć rajd pod pole karne przeciwnika i stworzyć sytuację bramkową. Jednak w stylu Juve praca w defensywie odgrywała znaczącą rolę i lekceważenie jej było rzeczą niedopuszczalną. 21-latek zrozumiał wtedy, że musi jak najszybciej opuścić utytułowaną włoską ekipę. Przygoda Henry’ego we Włoszech trwała zaledwie sześć miesięcy. Latem Luciano Moggi chciał w ramach wymiany wypożyczyć go do Udinese, lecz stanowczo odmówił.  Pewnego dnia wpłynęła nowa oferta za Francuza, a zainteresowanym okazał się jego stary znajomy…

Narodziny armaty

foto: essentiallysports.com

3 sierpnia 1999 roku Thierry Henry przeniósł się do londyńskiego Arsenalu, gdzie wrócił pod skrzydła Arsene’a Wengera. Menedżer Kanonierów po licznych sukcesach wśród fanów zespołu cieszył się zaufaniem. Od razu zaczął układać drużynę w oparciu o Henry’ego. Był przekonany, że ten młodzieniec poprowadzi ekipę z Highbury do kolejnych trofeów i wiedział, jak ustawić swój nowy nabytek na boisku, by wykorzystał maksymalnie swój potencjał. Pierwsze spotkania nie przyniosły oczekiwanego efektu. Pozyskany przez Arsenal piłkarz wdawał się w niepotrzebne dryblingi i nie czuł odpowiedniej formy. Po siedmiu meczach nadszedł czas przełamania, przeciwko zespołowi Southamptonu. Francuz pojawił się na boisku wchodząc z ławki za Nwankwo Kanu, po czym zdobył pierwszego gola w barwach Kanonierów. Była to wielka chwila, gdyż bramka ta dała zwycięstwo Arsenalowi nad Świętymi. Z czasem Henry przyzwyczaił się do nowego otoczenia i odnalazł formę. Rozgrywki ligowe zakończył z dorobkiem 17 goli i 8 asyst, jednak nie pomogło to Kanonierom na zdobycie drugiego mistrzostwa w erze Premier League. Drużyna z Highbury straciła aż 18 punktów do triumfującego Manchesteru United. Na Henry’ego po wygranym Mundialu czekał kolejny turniej międzynarodowy. Euro 2000 rozgrywane na terenach Beneluxu zapowiadały się ekscytująco. W gronie faworytów naturalnie nie mogło zabraknąć mistrzów świata z Henrym na pokładzie. Złota generacja nie zawiodła, Trójkolorowi zwyciężyli, w finale pokonując po dogrywce Włochów. Henry ponownie został najlepszym strzelcem Francuzów na wielkim turnieju. Sukcesy reprezentacji stały się dla Henry’ego cudownymi momentami.

Niepokonany

foto: hitc.com

Sezon 2001/02 był dla Kanonierów niezwykle owocny. Po czterech latach znów zasiedli na tronie Premier League oraz odnieśli zwycięstwo w Pucharze Anglii. Rozpędzony nie do zatrzymania Henry z 24 bramkami na koncie otrzymał tytuł króla strzelców. Pierwsze trofeum zdobyte z Arsenalem z pewnością smakowało wyjątkowo, lecz raczej nie tak dobrze jak mistrzostwo Anglii dwa lata później. W sezonie 2003/04 Arsenal grał niesamowity futbol. Mijały tygodnie, miesiące, aż media zaczęły poważnie zastanawiać się, czy Kanonierzy są w stanie dokonać czegoś niemożliwego i wygrać ligę nie przegrywając ani jednego spotkania. Wydawało się to czystą abstrakcją, ale zespół Arsene’a Wengera był potwornie silny. Z takimi nazwiskami jak Vieira, Pires, Campbell, Cole, Gilberto Silva sprawiał wrażenie drużyny kompletnej jakościowo. Jednak największym atutem Kanonierów był Thierry Henry. Po kosmicznym sezonie 01/02, kiedy to zdobył 24 bramki i zanotował 20 asyst, wciąż się nie zaciął i straszył linie defensywne angielskich ekip. Nie wiadomo jakby się nie starali, obrońcy nie potrafili powstrzymać Francuza. Stał się fenomenem na skalę światową, jednym z najlepszych na świecie. Kontuzje go praktycznie wcale go nie trapiły, opuścił wówczas jeden mecz przeciwko Leicester City. Kanonierzy po zdobyciu tytułu przystępowali do spotkania z Liverpoolem na własnym stadionie. Dla drużyny Wengera mecz rozpoczął się niekorzystnie. W 5 minucie Sami Hyypia wykorzystał szansę i umieścił głową piłkę w bramce. Arsenal musiał szybko zabrać się za odrabianie strat. W 31 minucie Robert Pires posłał świetne podanie do Thierry’ego Henry’ego. Francuz umiejętnie zgasił futbolówkę i lewą nogą oddał strzał po ziemi doprowadzając do remisu. Przed przerwą Kanonierzy znów zostali zaskoczeni. Tym razem ze środka pola mocną prostopadłą piłkę w stronę Michaela Owena. Anglik nie pomylił się i pewnie pokonał Jensa Lehmanna. Na drugą połowę The Reds wychodzili prowadząc 1:2. W 49 minucie piękną akcję Kanonierów golem zakończył Robert Pires. Kibice gospodarzy ponownie zaczęli wierzyć w możliwość zdobycia trzech punktów. Dosłownie chwilę po rozpoczęciu gry od środka boiska piłkę przejął Thierry Henry. Francuz ruszył pod pole karne gości, po drodze gubiąc jednego z graczy The Reds. Wbiegając w pole karne brutalnie zabawił się obroną przyjezdnych pozostawiając sobie przestrzeń do oddania strzału. Jerzy Dudek nie miał szans obronić swojej drużyny przed utratą bramki. Henry genialnie rozmontował defensywę podopiecznych Gerarda Houlliera. Jedna z najpiękniejszych bramek Francuza podczas pobytu na wyspach. W 78 minucie Henry otrzymał podanie od Dennisa Bergkampa, które wystawiło go przed golkiperem Liverpoolu. Choć Dudek obronił strzał snajpera Arsenalu, piłka niefortunnie odbiła się od rywala i wpadła do siatki. Henry podbiegł do narożnika, zdjął koszulkę i trzymając ręce w górze świętował zdobycie hat-tricka. Goście stracili nadzieję na pokonanie maszyny Wengera. Snajper The Gunners na boisku był o kilka klas lepszy od całej reszty. Po spotkaniu z ekipą z Anfield Kanonierzy trzy razy zwyciężali i cztery remisowali, co dało im tytuł „Niepokonanych”. Henry ponownie został najskuteczniejszym piłkarzem ligi.

Słoneczna Hiszpania

foto: fcbarcelonasport.com

Latem 2007 roku Henry pożegnał się z Arsenalem i przywdział barwy FC Barcelony. Transfer ten stał się jednymi z najgłośniejszych przenosin XXI wieku. Henry znów musiał przyzwyczaić się do gry na lewym skrzydle, gdyż na środku ataku niepodważalną pozycję miał Samuel Eto’o. Choć trochę trwało przystosowanie się do nowych warunków pracy, Francuz ukończył sezon z solidnym dorobkiem bramkowym. 19 bramek we wszystkich rozgrywkach może dziwić, w końcu w Arsenalu pokazywał niesamowitą skuteczność co roku, ale wystarczyło mu to by zostać najlepszym strzelcem Blaugrany. Katalończycy nie byli zachwyceni, nie zdobyli wówczas żadnego tytułu. Od następnego sezonu nadchodziły zmiany. Frank Rijkaard opuścił szeregi Dumy Katalonii, a w jego miejsce zatrudniony został trener młodzieżowych drużyn Barcy – Pep Guardiola. Hiszpan stawiał twarde żądania wobec swoich zawodników – posłuszeństwo. Nie wyobrażał sobie by któryś piłkarz nie dostosował się do jego zaleceń i wymagań taktycznych. Raz Henry podpadł menedżerowi podczas spotkania z portugalskim Sportingiem.

Poszedłem na prawe skrzydło by pograć z Messim i mogłem usłyszeć jak się denerwuje, ponieważ nie byłem na swojej stronie. Naprawdę mnie to nie obchodziło. Strzeliłem gola, prowadziliśmy 1:0 ze Sportingiem do przerwy. Niby wszystko fajnie, ale on mnie zdjął. Pomyślałem: „Co zrobiłem źle”?. Był bardzo podobny do Louisa Van Gaala – kiedy Pep miał plan, należało go respektować. Jeśli nie zrobisz tego, o co Cię prosi, będziesz miał ogromne kłopoty.

Jednak pod wodzą Guardioli zespół Barcelony radził sobie wyśmienicie, a Henry na nowo porywał kibiców swoją grą. Zdobył między innymi Ligę Mistrzów i dwukrotnie mistrzostwo Hiszpanii. Francuski snajper zbliżał się ku końcowi swojej kariery. Wiek nie umożliwiał mu już gry w tak mocnym klubie. W 2009 roku rozstał się z drużyną z Camp Nou i udał się do Stanów Zjednoczonych reprezentować barwy New York Red Bulls.

Powrót do Londynu

foto: metro.co.uk

Zimą 2012 roku Arsenal wypożyczył Henry’ego na pół roku. Był potrzebny na Emirates Stadium by zastąpić nieobecnych Marouane’a Chamakha i Gervinho, którzy wyjechali na Puchar Narodów Afryki. Francuz powrócił do składu Kanonierów w spotkaniu Pucharu Anglii przeciwko Leeds United. Arsenalowi mecz zupełnie się nie układał. Do przerwy nie potrafili zdobyć choćby jednej bramki, a w drugiej połowie niewiele wskazywało na zmianę rezultatu. W 68 minucie stadion zawrzał. Na murawę w miejsce Marouane’a Chamakha wejść miała legenda Kanonierów – Henry. Fani gospodarzy powitali snajpera gromkimi brawami. W 78 minucie Francuz dostaje świetne podanie od Alexa Songa, przyjmuje piłkę i kieruje ją do siatki. Trybuny oszalały wraz ze strzelcem gola. W rozrachunku Arsenal przeszedł do kolejnej fazy Pucharu dzięki zwycięskiej bramce Henry’ego. 34-latek przed powrotem do Nowego Jorku zdołał dwa razy wpisać się na listę strzelców w ramach rozgrywek Premier League.

175 bramek w Premier League, mistrzostwa świata, mistrzostwo Europy… to tylko kilka z robiących wrażenie osiągnięć Henry’ego. Wśród kibiców Arsenalu jest postacią legendarną, nie zapomną o nim nigdy. Dziś Francuz to początkujący trener Montrealu Impact. Poprzedni epizod w AS Monaco nie przyniósł mu chluby, ale wciąż nie można przekreślić szans na sukcesy na stanowisku menedżera. Kto wie, czy za jakiś czas nie zobaczymy Henry’ego na Emirates, lecz tym razem w zupełnie innej i równie wymagającej roli?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *