Giroud przed wyzwaniem – Klątwa numeru 9 w AC Milanie

Kilka tygodni temu AC Milan sfinalizował transfer Oliviera Giroud z Chelsea za sumę około miliona euro. Sam transfer może nie jest najbardziej przyszłościowym dla Rossonerich, ale jako zawodnik z ławki na podparcie Zlatana w ostatnich minutach czy zastąpienie go w razie kontuzji to już bardzo dobra inwestycja. Sam Olivier może jeszcze pograć kilka  lat na dobrym poziomie, szczególnie we Włoszech, gdzie jak wiadomo, im zawodnik starszy, tym lepszy. Lecz sympatyczny Francuz z Chambéry prawdopodobnie wykonał ruch, który już go skreśla w oczach minimum 1/3 kibiców Milanu. Zagra z numerem 9. Co w tym dziwnego? Dla napastnika to dość naturalny wybór, w końcu występował on z nim w reprezentacji Francji, a o snajperach zazwyczaj mówi się jako “dziewiątkach”. W Milanie od ponad 10 lat krąży “klątwa” nad tym numerem, która zniszczyła wiele karier piłkarskich na San Siro. Z piłkarzy, którzy mieli na barkach ten “ciężki numer” można byłoby złożyć prawie całą jedenastkę:

Alexandre Pato

Pierwszym z nich był Pato. Kiedy przychodził do Milanu za ponad 24 milionów euro jako 18-latek z Porto Alegre, każdy uważał go za następcę brazylijskiego Ronaldo, którego notabene spotkał na początku swojej kariery w Milanie. Pierwsze lata na San Siro miał bardzo udane i pokazywały one, że ten młody chłopak ma talent. Niestety, jak dobrze wiemy, Pato jest tak zwaną szklanką. Jego plaga kontuzji zaczęła się w 2010 roku od naciągnięcia prawego uda, które później stanie się jego piętą Achillesową. Przez same kontuzje Brazylijczyk opuścił ponad 94 spotkań w przeciągu trzech lat. W tych latach przywdziewał na swojej koszulce numer 99 oraz numer 7, z którym prawdopodobnie większość fanów go kojarzy. Lecz gdy w 2012 roku Pippo Inzaghi ogłosił zakończenie kariery, wtedy jeszcze wolny od “klątwy” numer 9 trafił na plecy Alexandre. Wytrzymał z nim tylko jeden sezon – 2012/13. Nawet niepełny, gdyż zagrał zaledwie cztery spotkania nie zdobywając żadnej bramki. Jeszcze w letnim okienku transferowym odszedł do Sao Paulo, gdzie odbudował swoją formę strzelając 10 bramek w 30 spotkaniach brazylijskiej Serie A. W 2015 roku powrócił do Europy i trafił do Chelsea, gdzie nie przebił się do pierwszego składu. Po sezonie trafił do Chin, dokładniej do Tianjin Tianhai, gdzie został z miejsca gwiazdą zespołu, strzelając w 60 spotkaniach 36 bramek oraz dokładając 8 asyst. Aktualnie 31-latek gra dla grającego w MLS Orlando City SC.

Alessandro Matri

Kolejny posiadacz numeru 9 przytrzymał go trochę dłużej, ale wciąż tylko pół roku. Silvio Berlusconi ściągnął do klubu byłego zawodnika juniorskich drużyn Milanu a zarazem obecnego wówczas napastnika Juventusu, Alessandro Matriego, który w Starej Damie rozgrywał swoje najlepsze lata swojej kariery. Niestety, nie utrzymał tej formy na San Siro. Ogólnie zamiana Pato na Matriego była… głupia. Pato miał wtedy 23 lata i dalej było po nim widać, że ma ogromny talent. Lecz Berlusconi upatrzył sobie Włocha, który strzelał czasami bramki i dał mu numer 9.  Przez te pół roku Matri strzelił zaledwie jednego gola i został wypożyczony do Fiorentiny, w której nawet miał dobry start trafiając do siatki dwa razy oraz notując asystę w meczu przeciwko Catanii. Lecz to by było na tyle z kariery Włocha. Przez resztę sezonu 2013/14 w Milanie nie było piłkarza z numerem 9. Potem tułał się na wypożyczeniach oraz po klubach Serie A nie odzyskując swojej dawnej formy z Cagliari czy Juve. 6 maja 2020 roku oficjalnie skończył karierę. 


Źródło: goal.com

Fernando Torres

Możliwe, że najgłośniejsze nazwisko z tej listy (na pewno TOP 2). Przechodząc do Milanu miał już status legendy w dwóch klubach oraz wielkiej wtopy w jednym. I właśnie z tego klubu, gdzie mu się nie powiodło, przychodził do Milanu Torres. Po 3,5 rocznej przygodzie na Stamford Bridge po Hiszpana zgłosił się MIlan, nadal szukający godnego zastępstwa Inzaghiego lub po prostu dobrego napastnika. Chelsea wypożyczyła go na pół roku z opcją wykupu. I jak dobrze wiemy, Fernando nie spisał się we Włoszech. Zaledwie jedna bramka przeciwko Empoli w dziesięciu spotkaniach to dosyć slaby wynik. Szczególnie, że zagrał zaledwie dwukrotnie z klubami z włoskiego TOP 6 (z Juventusem oraz Interem). Podczas zimowego okienka transferowego po Torresa sięgnął jego dawny klub – Atletico Madryt, ściągając go na zasadzie wypożyczenia, żeby po roku podjąć decyzję o wykupie. Podczas swojej drugiej przygody w Madrycie Hiszpan był podstawowym zawodnikiem, a przez chwilę nawet kapitanem zespołu. Nie powrócił do dawnej formy z wcześniejszego madryckiego okresu, ale 14 bramek w 64 spotkaniach to i tak więcej niż strzelił w Milanie. W 2018 roku odszedł do japońskiego Sagan Tosu, gdzie po roku gry zakończył karierę. Ostatnio pojawiły się głosy o rzekomym powrocie Torresa na boisko, ale skończyło się jedynie na plotkach.

Mattia Destro

Patrząc na kolejność napastników w Milanie Włoch – nie Włoch – Włoch – nie Włoch, przyszła kolej na kolejnego młodego Włocha. Mattia Destro przeszedł do Milanu na zasadzie półrocznego wypożyczenia z Romy, w której miał swój “prime” oraz w której rozegrał najlepszy sezon w swojej karierze (13 bramek w 20 spotkaniach). Przychodzi zatem do klubu z San Siro jako nowa młoda gwiazda włoskiej piłki. A skończyło się jak z poprzednikami. Mikroskopijnym powodem do dumy było to, że strzelił więcej bramek niż Torres i Matri razem wzięci – dokładnie trzy. Po przygodzie w Milanie wrócił do Romy, która natychmiastowo sprzedała go do Bologni. Aktualnie Destro ma 31 lat i gra w klubie, dzięki któremu wyruszył na głębokie wody Serie A – w Genoi.

Źródło: www.rossoneriblog.com

Luiz Adriano

Akurat szkoda, że Brazylijczykowi wyszło tak jak wyszło w tym Milanie. Luiz Adriano w ostatnich sezonach w Szachtarze pokazywał, że jest utalentowanym napastnikiem, który nawet jeszcze potrafi dobrze utrzymać i rozegrać piłkę. Trafił do Mediolanu za 14 milionów euro i po wszystkich poprzednikach miał najlepsze liczby. Ale mówimy tu o 6 bramkach i 4 asystach w 29 meczach Serie A oraz Pucharu Włoch, czyli wciąż bez budzenia zachwytu. Lecz trzeba też przyznać, że podobnie jak jego rodak Pato był w Milanie podatny na kontuzje. Z ich powodu opuścił 10 spotkań. Podczas zimowego okna opuścił za darmo Milan na rzecz Spartaka Moskwa, w którym także nie obudził swojej formy z okresu występów na Ukrainie. Aktualnie gra w Palmeiras w brazylijskiej Serie A.

Gianluca Lapadula

Teraz czas na prawdziwą legendę słabszych zespołów Serie A. Po dziś dzień nie wiem, w jaki sposób trafił on do Milanu w sezonie 2016/17 i jak to się stało, ze strzelił więcej bramek w Milanie niż Torres czy Higuain?  Peruwiańczyk przeszedł do Rossonerich po dobrym sezonie w nadmorskiej Pescarze (27 bramek w 40 spotkaniach) i jak można się domyślić nie pokazał się z najlepszej strony. Nawet te 8 bramek strzelił drużynom, które nie liczyły się ani trochę w sezonie 2016/17. Strzelał w meczach przeciwko Palermo, Empoli, Crotone, Cagliari, Chievo Verona i Bologni. W meczach o wyższą stawkę po prostu nie istniał, dlatego pozbyto się go od razu po sezonie wypożyczając go do Genoi, a potem definitywnie sprzedano za 11 milionów euro. Przynajmniej się zwrócił Milanowi. Następne lata kariery miał dosyć nieudanie – po roku w Genoi został wypożyczony do Lecce, z którym spadł do Serie B. W następnym sezonie trafił na zasadzie transferu definitywnego do Benevento, gdzie gra do teraz i gdzie wraz z Czarownicami rozpocznie sezon w Serie B.


Źródło: www.90min.com

Andre Silva

Gdyby Andre Silva razem z Milanem grał w Ekstraklasie, to na bank Paweł Paczul w znanym i lubianym quizie na kanale Weszło wsadziłby popularnego Andrzeja do kategorii “Tragizm bohatera”. Bo historia Andre Silvy jest dosłownie tragiczna i wydać było, że nie potrafił znaleźć formy w Milanie, a numer 9 mu po prostu ciąży na duszy. Nie pomagał również fakt, że w trakcie tego samego okienka do Milanu trafiło jeszcze większe od niego nieporozumienie, czyli Nikola Kalinić. Ten duet napastników będzie wspominany przez fanów Rossonerich w najgorszych koszmarach. A szkoda, bo jak pokazał czas, Portugalczyk jest bardzo dobrze uzdolnionym napastnikiem i tylko w Milanie mu zupełnie nie wyszło. Jego kadencja w Sevilli czy poprzedni, wręcz idealny sezon w Frankfurcie są tylko tego potwierdzeniem. Oby kontynuacja kariery w RB Lipsk nie zakończyła się jak w Milanie, czyli na makabrycznej nieskuteczności i dwóch bramkach na koncie.


Źródło: www.90min.com

Gonzalo Higuain

Mając wahania przy Torresie, czy jest najgłośniejszym nazwiskiem na tej liście, miałem na myśli właśnie postać Gonzalo. Prawdziwa strzelba z czasów Realu Madryt, Juventusu i szczególnie z Napoli, gdzie w sezonie 2015/16 pobił rekord wszechczasów w ilości bramek w jednym sezonie Serie A (36 bramek). Ten wyczyn dał mu okazję na przejście do Juventusu, a zarazem dwa tytuły mistrzowskie ze Starą Damą. Lecz wszystko się zmieniło razem z przybyciem na Allianz Stadium Cristiano Ronaldo w 2018 roku. Higuain został odesłany na ławkę rezerwowych w miejsce Portugalczyka, co nie spodobało się urodzonemu w francuskiej miejscowości Brest Argentyńczykowi. Zadecydował się pójść na wypożyczenie do Milanu, gdzie trafił razem ze swoim kolegą z zespołu Leonardo Bonuccim. Otrzymał tam numer 9 i właśnie okres w Milanie można nazwać początkiem końca kariery Gonzalo. Wytrzymał w Milanie pół roku strzelając sześć bramek. Zaczęto mu wypominać jego przygotowanie fizyczne do sezonu, na które wcześniej nie zwracano tak dużej uwagi, gdy grał dobrze. Najbardziej zapamiętany w Milanie będzie z niestrzelonego karnego oraz późniejszej czerwonej kartki w meczu przeciwko Juventusowi. Pod wpływem emocji wykrzyczał co myśli na temat sędziego, po czym został wyrzucony z boiska, robiąc przy okazji przedstawienie, gdzie przepychał się z byłymi kolegami z Juve. Po nieudanej przygodzie w Chelsea Higuain aktualnie gra w Interze Miami razem ze swoim bratem Federico.

Krzysztof Piątek

Obok Pato chyba jedyny piłkarz w tym zestawieniu, u którego kariera w Milanie była… udana. Oczywiście do momentu założenia “9” na plecy, ale przechodząc do początków Polaka. Piątek wzbudził sobą zainteresowanie wielkich klubów po doskonałej rundzie jesiennej w barwach Genoi, kiedy strzelił 13 goli w 19 meczach ligowych. Postanowił pozostać na Półwyspie Apenińskim, ale z Ligurii przeniósł się do stolicy Lombardii, Mediolanu. Wtedy na jego koszulce zagościł numer 19, gdyż według klubu “nie był gotowy na 9”. Ale przed sezonem 2019/20 po dołożeniu jeszcze dziewięciu bramek w rozgrywkach ligowych oraz po pomocy w zdobyciu Coppa Italia (pamiętne dwie bramki zdobyte przeciwko Napoli w ¼ finału), otrzymał legendarny numer. I niestety, klątwa dopadła także Polaka, który w strzelił zaledwie 4 bramki. Lecz to nie był jedyny problem Krzysztofa. W zimowym okienku transferowym Milan ściągnął Zlatana Ibrahimovicia. Stracił on miejsce w składzie na rzecz Szweda i zamiast walczyć o skład, odszedł do Herthy Berlin, w której radzi sobie dosyć średnio.


Źródło: sport.tvp.pl

Mario Mandzukić

Przyszła pora no ostatniego zawodnika, który to po Pippo Inzaghim nosił numer 9 na koszulce AC Milanu. Mowa tu o Mario Mandziukiciu, który to trafił za darmo do Milanu zimą tego roku i jak można się domyślić, nie przekonał do siebie totalnie nikogo. Zagrał dla Milanu w 11 meczach. Żadnego nie rozpoczął jako podstawowy zawodnik. Co więcej, nie strzelił ANI jednej bramki. Jedyne co wyróżniało Chorwata na tle innych była jego… okropnie słaba kondycja. Pomimo tego, że wchodził zaledwie w drugich połowach spotkań, były momenty, gdzie oddychał rękawami. Na koniec wyeliminował się na półtora miesiąca z powodu urazu mięśniowego. Bezdyskusyjnie najgorszy zawodnik Milanu z 9 na plecach. Odszedł z klubu 1 lipca.


Źródło: SerieA.pl

Nasuwa się teraz pytanie: jak poradzi sobie Giroud z tym numerem na plecach? Jak wiemy, Francuz jest dobrym zawodnikiem radzącym sobie z presją otoczenia czy wagą meczu, więc możliwe, że będzie to pierwszy piłkarz, który przełamie klątwę numeru 9. Jeśli nie on, to ktoś inny. Numer 9 czyha na kolejne ofiary.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *