Szalony wieczór w Championship. Łzy radości i smutku w ostatniej kolejce

Ostatnia kolejka rozgrywek zaplecza Premier League za nami, a rezultaty i totalny chaos przejdą do historii. Każdy kibic uwielbia ogromną liczbę bramek i niekończące się emocje, czyli to, co w Championship jest najlepsze. Już parę rund przed końcem sezonu poznaliśmy pierwszą drużynę, która zasili stawkę angielskiej ekstraklasy, mowa tu oczywiście o Leeds United. Mateusz Klich i spółka kolejne mecze pewnie zwyciężyli i z 93 punktami na koncie zajęli pierwszą lokatę. Razem z pomocnikiem Pawi w Premier League możemy zobaczyć dwóch innych polskich przedstawicieli tego zespołu – Kamila Miazka i Mateusza Bogusza. Ten drugi zadebiutował właśnie podczas wczorajszego wieczoru, zastępując w 73 minucie Klicha. To spotkanie Leeds zakończyło zwycięstwem 4:0 nad Charlton, które w efekcie spada do League One.

Najbardziej interesująca batalia wieczoru dotyczyła zupełnie innych drużyn. West Bromwich Albion, Brentford oraz Fulham stanęły przed szansą na zajęcie drugiego miejsca w tabeli premiowanego awansem do Premier League. The Baggies mierzyli się na własnym stadionie z ekipą Queens Park Rangers, zajmującą solidną lokatę w środku tabeli. Pierwsza połowa była niezwykle wyrównana i to mogło niepokoić fanów The Baggies. W 34 minucie spotkania wynik otworzył Ryan Manning, obrońca drużyny gości. Tuż przed przerwą na 1:1 bramkę zdobył Grady Diangana dając nadzieję na korzystniejszy rezultat dla West Bromu. Podopieczni Slavena Bilicia w drugiej połowie przycisnęli i szybko wyszli na prowadzenie po golu Calluma Robinsona. Przy odrobinie szczęścia napastnik wypożyczony z Sheffield United mógł skończyć mecz nawet z hat-trickiem. Queens Park Rangers nie zawieszało broni i po widowiskowym uderzeniu Eberechiego Eze doprowadziło do wyrównania. Ostatecznie remis utrzymał się do końcowego gwizdka sędziego, co dało podział punktów na The Hawthorns. Lecz co stało się w równoległych spotkaniach?

foto: twitter.com/BarnsleyFC

Zespół Brentfordu przyjmował u siebie bijącą się o utrzymanie ekipę Barnsley. Trzy punkty dla obu klubów były bardzo ważne, dlatego nikt nie mógł pozwolić sobie na rozprężenie. Pierwsza połowa okazała się zaskakująco korzystniejsza dla gości. Nie odstawali na krok gospodarzom i w 41 minucie za sprawą Calluma Stylesa objęli prowadzenie. Dopiero po przerwie Pszczoły zaczęły prezentować się lepiej i szukać szans na zniwelowanie straty. W 73 minucie bramkę kontaktową pięknym kropnięciem z lewej nogi zdobył Joshua da Silva. Na tym jednak skończyła się radość drużyny Thomasa Franka, w doliczonym czasie gry Barnsley strzeliło gola i pozbawiło ją szans na bezpośredni awans do Premier League. Zdecydowanie inne nastroje panowały wśród zawodników The Barn, którzy tym zwycięstwem zapewnili sobie utrzymanie na drugim szczeblu rozgrywkowym w Anglii.

foto: twitter.com/LaticsOfficial

Czwarte w tabeli Fulham udało się na DW Stadium stanąć oko w oko z Wigan Athletic. Londyńczycy na papierze byli faworytami, lecz gospodarze potrzebowali trzech punktów jak tlenu. Po 45 minutach gry do szatni w lepszych nastrojach schodziło Wigan. The Latics po trafieniu Kieffera Moore’a wysunęło się na prowadzenie. Po wznowieniu gry szybko do głosu doszła ekipa z Craven Cottage. Neeskens Kebano w 49 minucie fantastycznie wykonał rzut wolny i bezpośrednio wpakował piłkę do siatki. Gospodarze nie odpuszczali i wciąż nacierali na bramkę przeciwników, jednak brak skuteczności i świetna postawa Marka Rodaka między słupkami nie pozwoliły im zyskać przewagi. Ostatecznie remisowy rezultat spowodował, że The Cottagers nie wyprzedzili West Bromu i zakończyli rozgrywki na miejscu barażowym. Dużo gorsze nastroje mieli piłkarze Wigan. Football Association okazało się bezlitosne i ukarało The Latics minusowymi dwunastoma punktami przez kontrowersyjną sprawę z właścicielem klubu i jego obstawianiu spadku zespołu. Tym samym Wigan Athletic spada do League One, a ich sytuacja nie wygląda najlepiej. Wielka szkoda, gdyż końcówka sezonu należała do nich, notowali bardzo dobre wyniki i niewiele brakowało, by jednak pozostali w Championship.

Miejsca w barażach wydawały się być zarezerwowane, jednak ostatnia kolejka dała nam niespodziewaną zmianę. Szóste Nottingham Forest mierzyło się na własnym stadionie ze Stoke City. Garncarze postawili twarde warunki i roznieśli ekipę gospodarzy aż 1:4. Taka porażka była niedopuszczalna, lecz doprowadziła do momentalnego zrównania z ziemią. W tym samym czasie Swansea City pokonało podobnym wynikiem drużynę Reading i wypchnęło The Reds z lokaty gwarantującej udział w ostatecznej batalii o Premier League. Łabędzie stoją przed szansą powrotu do elity, a klub z City Ground został uznany za największych przegranych po niebywałej kompromitacji.

Niespodziankę sprawiła też drużyna Luton Town. Podopieczni Nathana Jonesa wydawali się pewniakami do spadku i nikt nie wierzył, że zdołają uciec ze strefy spadkowej. Ostatnią okazją ku temu było starcie z Blackburn Rovers. Mistrzowie Anglii z sezonu 1994/95 znacznie ułatwili zadanie The Hatters strzelając dwie bramki samobójcze już w pierwszej połowie. Od totalnego blamażu w tej fazie meczu drużynę obronił Adam Armstrong strzelając w 10 minucie gola. Druga połowa niewiele zmieniła, w 61 minucie bramkę z rzutu karnego zdobył James Collins. Wędrowcy złapali kontakt po trafieniu Sama Gallaghera, lecz nie uchroniło ich to przed porażką. Luton zwyciężając 3:1 w ostatnim momencie uciekło spod topora i zapewniło sobie utrzymanie. Tak wyglądała ich szalona radość:

Leeds United i West Bromwich Albion razem z czterema Polakami w składach wracają do Premier League. Trzecią drużynę wyłonią baraże, w których wystąpią Brentford, Fulham, Cardiff City oraz Swansea City. Królem strzelców został Aleksandar Mitrović z 26 bramkami na koncie. Najwięcej asyst (20) zanotował Matheus Pereira. Warto także wyróżnić Bartosza Białkowskiego, bramkarz Millwall zgarnął Złotą Rękawicę Championship szesnastokrotnie kończąc spotkanie z czystym kontem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *