Podsumowanie 26 kolejki Bundesligi

Na spotkania niemieckiej Bundesligi wszyscy czekali jak na pierogi przy wigilijnym stole oraz świąteczne prezenty. Czy jednak udało się sprostać oczekiwaniom widzów to pozostawimy do subiektywnej opinii, gdyż dla jednych odczuwalny był brak kibiców i sama gra nie porywała, a dla drugich po długiej przerwie od rozgrywek ligowych cieszyła sama możliwość obejrzenia spotkań 26 kolejki. A co wydarzyło się w tych meczach?

Borussia Dortmund 4:0 Schalke 04 Gelsenkirchen

foto: cbssports.com

Podopieczni Luciena Favre’a powrócili do gry w wielkim stylu wygrywając 156 derby Westfalii. Od pierwszych minut widać było duże zaangażowanie zespołu w żółtych koszulkach. BVB nacierało non stop, podczas gdy Schalke nie potrafiło przedostać się w pole karne gospodarzy. Jedyna groźna sytuacja zrodziła się, gdy w polu karnym znalazł się Daniel Caligiuri, który ostatecznie nie wspomógł drużyny. W 29 minucie doczekaliśmy się pierwszej bramki po wznowieniu rozgrywek, a jej strzelcem został będący wciąż w świetnej dyspozycji Erling Haaland. Norweg znalazł się w idealnym miejscu na zwieńczenie podkręconego podania Thorgana Hazarda. Przed końcem pierwszej połowy na listę strzelców wpisał się Raphael Guerreiro, który pięknym uderzeniem po ziemi na dalszy słupek pokonał Markusa Schmidta. Po przerwie David Wagner podjął decyzję o zmianach i na boisku zameldowali się Rabbi Matondo i Guido Burgstaller. To nie uchroniło drużyny gości od kolejnych konsekwencji. W 48 minucie kontratak Dortmundczyków poskutkował trzecim golem, którego bohaterem był Thorgan Hazard. David Wagner wydawał się być pogodzonym z porażką i nic nie wskazywało na odmianę losów Schalke. W 63 minucie BVB zaprezentowało szczyptę magii i po pięknej wymianie podań niezwykłym strzałem zewnętrzną częścią stopy dobił przeciwników Raphael Guerreiro. Spotkanie zakończyło się wynikiem 4:0, dzięki czemu Borussia utrzymała pozycję wicelidera. Niespodziankę swoją fantastyczną grą sprawił Julian Brandt. Niemiec dwukrotnie asystował swoim kolegom, a przy bramce Haalanda niekonwencjonalnym podaniem piętą znalazł wolną przestrzeń Hazardowi. Lucien Favre pod kątem tego występu może zacząć bardziej opierać swój zespół na postaci 24-latka. Jeśli chodzi o Schalke, jedynym wyraźnym plusem była postawa Salifa Sane. Senegalski defensor robił co mógł, by zatrzymać nadchodzące ataki gospodarzy. Imponująca interwencja podczas rzutu rożnego przy strzale Dahouda pokazała, że 29-latek potrafi się poświęcić dla drużyny. Erling Haaland zdobył swoją dziesiątą bramkę w Bundeslidze i nie zatrzymuje tempa.

Union Berlin 0:2 Bayern Monachium

foto: newscolony.com

Mistrzowie Niemiec i liderzy tabeli z Monachium udali się na wyjazdowe spotkanie z Unionem Berlin. Byli oczywiście niekwestionowanym faworytem, ale wejście w mecz Bawarczyków było dosyć kiepskie. W pierwszych dziesięciu minutach Union potrafił zbliżyć się do pola karnego gości i oddać strzał na bramkę Manuela Neuera. Te okazje strzeleckie nie poskutkowały zmianą wyniku, ale wyraźnie dały do zrozumienia, że piłkarze Żelaznych nie stoją na przegranej pozycji. W 17 minucie zawodnikom Bayernu udało się zagrozić i piłka zatrzepotała w siatce, lecz po analizie VAR-u arbiter Bastian Dankert cofnął bramkę – Thomas Muller był na spalonym. Z czasem podopieczni Flicka odzyskali rezon i zaczęli swobodniej i skuteczniej rozprowadzać akcje. W 40 minucie Neven Subotić faulował Thomasa Mullera w polu karnym i podyktowano jedenastkę. Do rzutu karnego podszedł jak zawsze Robert Lewandowski i stanął oko w oko z Rafał Gikiewiczem. Najlepszy strzelec Bundesligi nie pomylił się i precyzyjnie pokonał golkipera Unionu zdobywając 26 gola w obecnych rozgrywkach. Fizyczność zawodników berlińskiego zespołu przestała robić przewagę na murawie, Bayern złapał rytm i zaczął sprawiać lepsze wrażenie. W drugiej połowie Union atakował coraz rzadziej i brakowało im argumentów w ofensywie. O ile początek meczu był dla nich obiecujący, tak później wyglądało to dużo gorzej. Bayern natomiast powoli ale solidnie szedł po trzy punkty. Goście mieli wiele sytuacji, czy to zablokowany strzał Leona Goretzki czy też groźne uderzenie Benjamina Pavarda przypominające trafienie Francuza z Mistrzostw Świata w 2018 roku przeciwko Argentynie, ale te okazje nie przełożyły się na podwyższenie prowadzenia. W 80 minucie Bawarczycy otrzymali rzut rożny. Poobijany w poprzedniej sytuacji Pavard znalazł się w polu karnym, gdzie nie przegrał pojedynku główkowego z trzema rywalami i posłał piłkę do siatki. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie i Bayern opuścił Berlin z trzema oczkami, wciąż przewodząc tabeli Bundesligi. Gra ekipy z Allianz Areny nie była tak efektowna jak przed zawieszeniem rozgrywek, słabo zaprezentował się Jerome Boateng, kilkukrotnie stawiając partnerów z drużyny przed niebezpiecznymi sytuacjami. Niepewne interwencje i niecelne podania mogą zaważyć na jego miejscu w podstawowym składzie, na które czyha powracający Lucas Hernandez. Joshua Kimmich zaliczył całkiem udany występ, o czym świadczą poniższe statystyki:

foto: Squawka Football twitter

Hansi Flick i spółka spokojnym krokiem zbliżają się do sięgnięcia po ósmy tytuł mistrzowski z rzędu. Pierwsza przeszkoda już za nimi, w następnej kolejce podejmą na własnym stadionie Eintracht Frankfurt.

Werder Brema 1:4 Bayer Leverkusen

foto: malaymall.com

Aptekarze są gotowi do boju i rozpoczynają pogoń za czołową czwórką. Ponowny udział w Lidze Mistrzów byłby scenariuszem idealnym. Na Weserstadion ekipa prowadzona przez Petera Bosza jechała jako murowany faworyt, gdyż przedostatnie miejsce w tabeli Werderu nie budzi żadnego strachu. W 28 minucie Kai Havertz umieścił piłkę w bramce gospodarzy po wspaniałym dośrodkowaniu Moussy Diaby. Chwilę później podyktowany został rzut rożny dla Werderu. Wrzutkę Leonardo Bittencourta wykorzystał Theodor Gebre Selassie. Florian Kohfeldt był zachwycony szybkim odrobieniem strat przez swoich zawodników, jednak uśmiech na jego twarzy gościł krótko. W 33 minucie Kai Havertz ponownie strzelił bramkę głową pokonując bramkarza Bremeńczyków Pavlenkę. Rozegranie stałego fragmentu przez Aptekarzy wyglądało na dziecinnie proste, defensywa przedostatniej drużyny Bundesligi totalnie się rozsypała. W drugiej połowie gospodarze zupełnie nie mieli szans na zatrzymanie zorganizowanych piłkarzy Bayeru. W 61 minucie Moussa Diaby znalazł się w polu karnym Werderu po czym podcinką skierował futbolówkę bliżej bramki rywali. Tam wbiegł niepilnowany Mitchell Weiser i idąc w ślady Havertza również strzelił gola głową. W 78 minucie ekipa z Leverkusen ośmieszyła obrońców gospodarzy i no-look pass Karima Bellarabiego znalazł drogę do Kerema Demirbaya, który podcinką przeniósł piłkę nad Pavlenką. Rezultat spotkania odzwierciedlał przedmeczowe przewidywania i ostateczny przebieg rozgrywki. Bayer dzięki zwycięstwu zbliżył się do czwartego RB Lipsk na odległość jednego oczka. Widać, że Peter Bosz świetnie przygotował zespół na pierwsze spotkanie, a młode gwiazdy zaprezentowały wysoką jakość. Łączony z wieloma klubami Havertz tym występem udowodnił, że jego transfer może być niezwykle kosztowną inwestycją. Za jakość się płaci, a dla takiego zawodnika warto zapłacić grubą sumę, by zyskać niezwykle utalentowanego i wszechstronnego gracza. Warto wyróżnić także skrzydłowego Moussę Diaby, którego dwie asysty jak i cała postawa zrobiły różnicę na boisku.

FC Köln 2:2 FSV Mainz

foto: thescottishsun.co.uk

Starcie zespołów niebędących szczególnie powiązanych z walką o czołowe lokaty przyniósł nieoczekiwane emocje. FSV Mainz zajmując 15 lokatę zmuszone jest uciekać z dołu tabeli, by na koniec sezonu bezpiecznie utrzymać się w niemieckiej ekstraklasie. Natomiast przed FC Köln wciąż istnieje szansa na pozycję umożliwiającą udział w eliminacjach do fazy grupowej Ligi Europy. Obie drużyny mają o co walczyć i pokazały to w czasie spotkania. Już na samym początku Mark Uth ruszył w kierunku bramki przeciwników, gdy odepchnięty przez Moussę Niakhate upadł na murawę, a sędzia Guido Winkmann odgwizdał faul i wskazał na jedenasty metr. Napastnik Kozłów podszedł do piłki i mocnym strzałem zapewnił prowadzenie swojej drużynie. Był to jego piąty gol w barwach gospodarzy od czasu zimowego transferu z Schalke. Drużyna gości po utracie bramki szukała swoich okazji strzeleckich, lecz żadna nie została wykorzystana. Druga połowa przyniosła nam kolejne emocjonujące akcje. W 53 minucie dośrodkowanie Dominicka Drexlera odnalazło Floriana Kainza. Piłka po atomowym uderzeniu głową zatrzepotała w siatce dając gospodarzom dwubramkowe prowadzenie. Kozły wciąż nie ustawały w boju i atakowały ekipę gości. W drużynie Mainz nastąpiła zmiana i na murawę wbiegł Taiwo Awoniyi. Po pięciu minutach od pojawienia się na boisku Nigeryjczyk zdobył bramkę kontaktową. Podopieczni Achima Beierlorzera poczuli szansę na wyrównanie i zaczęli mocniej naciskać na przeciwników. W 72 minucie pomocnik Pierre Kunde Malong postanowił znaleźć partnerów z drużyny bliżej pola karnego. Kameruńczyk ruszył przed siebie nie dając gospodarzom odebrać sobie piłki. Zupełnie niespodziewanie rajd ten stworzył 24-latkowi szansę na pokonanie Timo Horna. Dzięki niemu Mainz wyrównało stan meczu, który do końca spotkania nie uległ zmianie. Podział punktów na RheinEnergieStadion delikatnie poprawił sytuację punktową Mainz, choć obie drużyny nie zmieniły miejsca w tabeli.

Pozostałe wyniki spotkań:
Augsburg 1:2 VFL Wolfsburg

54’ Tin Jedvaj – 43’ Renato Steffen, 91’ Daniel Ginczek

Fortuna Düsseldorf 0:0 Paderborn
Hoffenheim 0:3 Hertha Berlin

58’ Kevin Akpoguma (OG), 60’ Vedad Ibisević, 74’ Matheus Cunha

RB Lipsk 1:1 SC Freiburg

77’ Yussuf Poulsen – 34’ Manuel Gulde

Eintracht Frankfurt 1:3 Borussia Monchengladbach

81’ Andre Silva – 1’ Alassane Plea, 7’ Marcus Thuram, 73’ Ramy Bensebaini

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *