Szalony wyścig po tytuł – Premier League 1995/96

Czasy, w których teraz znajdują się kibice Newcastle są z pewnością trudne. Lata walki o dymisję właściciela zespołu Mike’a Ashley’a wciąż nie przyniosły skutku. Sroki to obecnie drużyna , dla której środek tabeli stał się maksimum możliwości. Nadzieję na lepsze jutro przywrócił Rafa Benitez, jednak po zakończeniu rozgrywek w 2019 roku pożegnał się z zespołem po braku porozumienia z posiadaczem klubu. Newcastle pod wodzą Steve’a Bruce’a sprawia czasem niespodzianki, jak chociażby remis u siebie z Manchesterem City 2:2, ale to wciąż nie to czego fani by sobie życzyli. Już tylko nieliczni pamiętają lata 90., kiedy Newcastle było ekipą groźną, zdolną do wielkich rzeczy, a na mecze ówczesnych idoli miejscowi kibice czekali z utęsknieniem. Wówczas w czołówce tabeli robiło się naprawdę gorąco.

Foto: talksport.com

Kibice Newcastle przeżywali wspaniały okres w latach 90. ubiegłego wieku. Drużyna Kevina Keegana awansowała do najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii i od razu szturmem wjechała na salony zaskakująco zajmując trzecią pozycję. Sroki stawały się zespołem lepszym i silniejszym. W sezonie 1995/96 zostały poważnym kandydatem do zdobycia mistrzostwa kraju. Latem  znacznie wzmocniono kadrę, pozyskując między innymi Lesa Ferdinanda, piłkarza Queens Park Rangers. Po kolejnym wspaniałym sezonie, ukończonego z 24 bramkami na koncie, dla angielskiego snajpera obdarzonego świetnym wyskokiem przyszedł czas na nowe wyzwanie. Biało-czarną koszulkę przywdział także David Ginola, lewy pomocnik PSG. Francuz i Anglik z miejsca stali się filarem linii ofensywnej zespołu. Ich współpraca razem z Keithem Gillespie i Peterem Beardsley’em zapowiadała się obiecująco. Na linii Keegan-Ferguson grzmiało już od dawna, a teraz, gdy Newcastle zbudowało drużynę z szansami na tytuł, cała Anglia ostrzyła sobie zęby na ich rywalizację. Manchester United w letnim oknie transferowym pożegnało się z Paulem Ince, Andrey’em Kanchelskisem i Markiem Hughesem. Ferguson zdecydował się nie szukać w ich miejsce znacznych wzmocnień, lecz postawić na młodych obiecujących graczy. W inauguracyjnym spotkaniu z Aston Villą w pierwszej jedenastce obok bardziej doświadczonych piłkarzy pojawili się bracia Neville, Nicky Butt oraz Paul Scholes. Czerwone Diabły przegrały ten mecz 3:1, honorowe trafienie zaliczył rezerwowy David Beckham. W magazynie Match Of The Day legenda Liverpoolu Alan Hansen krytycznie odniósł się do pomysłu Fergusona:

You’ll never win anything with these kids

Jednak czy słowa Szkota okazały się prorocze…?

Foto: chroniclelive.co.uk

Sroki przez pierwszą połowę sezonu nie pozwoliły wydrzeć sobie z rąk fotelu lidera tabeli Premier League. Niewiele zespołów było w stanie poradzić sobie ze szturmującym atakiem podopiecznych Keegana. Tej ofensywy bała się cała liga. Fani z wielkimi nadziejami patrzyli na wyniki ukochanej drużyny, choć co i rusz spoglądając z niepokojem na drugi Manchester United, który nie zawieszał broni. 27 grudnia obie ekipy spotkały się w ramach 20 kolejki ligowej. Mecz na Old Trafford zakończył się zwycięstwem gospodarzy po trafieniach Andy’ego Cole’aRoya Keane’a. Dzięki temu Czerwone Diabły zbliżyły się do lidera na odległość siedmiu punktów. W następnym meczu Newcastle uległo West Hamowi 2:0, lecz potem zrehabilitowali się wygrywając kolejne spotkania. W zimowym okienku ekipa z St James’s Park wzmocniła się pozyskując Faustino Asprillę. Kolumbijczyk zadebiutował w spotkaniu z Middlesbrough, gdzie przyczynił się do zdobycia trzech punktów, zaliczając asystę. W lutym Sroki posiadały przewagę aż 12 punktów nad drugą w tabeli ekipą Fergusona. 4 marca 1996 roku Newcastle czekało kolejne spotkanie z Manchesterem United, tym razem na własnym stadionie. Przez cały mecz zawodnicy Kevina Keegana byli w natarciu. Mnóstwo sytuacji, czy to Lesa Ferdinanda, czy to Faustino Asprilii, nie znalazło jednak drogi do siatki – w świetnej dyspozycji był bramkarz Czerwonych Diabłów Kasper Schmeichel. Niewykorzystane okazje zemściły się w drugiej połowie, gdy w 51 minucie spotkania Phil Neville posłał mięciutkie dośrodkowanie w głąb pola karnego. Na miejscu znalazł się Eric Cantona, który oddał strzał z woleja umieszczając piłkę w bramce Pavela Srnicka. Do ostatniej minuty gospodarze nie tracili wiary w przeważenia szali na swoją korzyść, jednak nie byli w stanie doprowadzić przynajmniej do wyrównania. Manchester United po raz kolejny wywiózł pełną pulę po bezpośrednim starciu z piłkarzami Srok. Tym samym zespół z Old Trafford zmniejszył przewagę Newcastle do 4 punktów. Jednak prawdziwy koszmar dopiero czekał na Kevina Keegana i spółkę.

Sroki w kolejnych trzech meczach uzbierało jedynie cztery punkty. Czuć było oddech Diabłów sir Alexa Fergusona na plecach. Wówczas Kevin Keegan w wywiadzie dla Sky Sports wypowiedział słynną tyradę, która przeszła do historii angielskiej piłki:

We have not resorted to that, but I’ll tell you, you can tell him now if you’re watching it, we’re still fighting for this title, and he’s got to go to Middlesbrough and get something, and… and… I’ll tell you, honestly, I will love it if we beat them, love it!

 

 

Foto: footballtransfertavern.com

Newcastle roztrwoniło przewagę z lutego do jednego oczka, a najbliższy mecz wcale nie napawał optymizmem – nadchodził wyjazd na Anfield. Choć poprzednie starcie Newcastle i Liverpoolu zakończyło się zwycięstwem drużyny Kevina Keegana, to nie można nigdy skreślać The Reds. W poprzedniej kolejce podopieczni Roya Evansa przegrali na City Ground z Nottingham Forest 1:0, lecz wcześniej od szesnastu kolejek nie dali się pokonać. Obie drużyny przystępowały do spotkania w bojowych nastrojach. Gdy zabrzmiał gwizdek rozpoczęło się ogromne napięcie po obu stronach barykady. Już w drugiej minucie po dośrodkowaniu Stana Collymore’a piłkę w siatce umieścił Robbie Fowler, zdobywając 26 bramkę w obecnym sezonie. Chwilę później zgranie do środka pola karnego Faustino Asprilli wykorzystał Les Ferdinand doprowadzając do remisu, który nie utrzymywał się zbyt długo. W 14 minucie spotkania snajper Newcastle, znajdujący się jeszcze na własnej połowie, posłał fenomenalne podanie na lewą flankę do Davida Ginoli. Francuz ruszył sprintem nie pozwalając się dogonić i silnym strzałem lewą nogą pokonał bramkarza The Reds Davida Jamesa. Liverpool bezskutecznie szukał okazji do wyrównania, jednak to zespół Kevina Keegana schodził do szatni z uśmiechem na ustach. 55 minuta przyniosła Srokom kolejne zmartwienie. Steve McManaman skierował piłkę do Robbiego Fowlera, który ponownie wpisał się na listę strzelców. Radość lokalnych kibiców nie trwała długo. Dwie minuty później obrońcy Liverpoolu zgubili Faustino Asprillę, który mając przed sobą wybiegającego z bramki Davida Jamesa bez zastanowienia kopnął piłkę przywracając prowadzenie gościom. To jeszcze nie był koniec niesamowitych emocji na Anfield. W 68 minucie podanie po ziemi Jasona McAteera wzdłuż pola karnego znalazło Stana Collymore’a. Anglik wykorzystał sytuację najlepiej jak potrafił i Liverpool znów złapał kontakt z rywalami. Fani drużyny przyjezdnej byli w szoku. Łapali się za głowy licząc, że ich ukochane Newcastle ponownie zdobędzie bramkę i opuści Anfield z trzema punktami. Emocje sięgnęły zenitu, gdy w doliczonym czasie gry Liverpool po pięknej klepce między pomocnikami zbliżył się do pola karnego Srok. Skupiający na sobie uwagę obrońców John Barnes odegrał piłkę niepilnowanemu Collymore’owi. 25-latek uderzył z całej siły pozostawiając Pavela Srnicka bez szans. Na Anfield zapanowała niesamowita euforia fanów gospodarzy, natomiast kibice Newcastle, pogrążeni w smutku, chowali głowy w szalikach i czapkach. Kevin Keegan był wyraźnie załamany przebiegiem spotkania. Jego drużyna pokazała prawdziwy charakter, wolę walki, lecz nawet to nie przyniosło upragnionego zwycięstwa.

Foto: fourfourtwo.com

Tym samym Liverpool pokonał prowadzących w tabeli gości, a Newcastle pierwszy raz w tym sezonie utraciło fotel lidera. Do ostatniej kolejki ekipa z St James’s Park goniła Manchester United, wciąż tracąc tylko dwa punkty. Czerwone Diabły w ostatniej kolejce dopełniły formalności i bez problemów pokonał zespół Middlesbrough, czym zapewniły sobie drugie mistrzostwo Anglii z rzędu. Sroki wówczas zremisowały u siebie z Tottenhamem wynikiem 1:1 i choć drugie miejsce było dla drużyny z nad rzeki Tyne niemałym sukcesem, tak wiele osób nie potrafiło pogodzić się z braku tytułu w końcowej fazie sezonu. W końcu byli tak blisko…

foto: Premier League

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *