Przewrotka Rooney’a, “Why Always Me?” i 96 minuta – Derby Manchesteru

Dzisiaj o godzinie 17:30 rozpocznie się jedno z najbardziej wyczekiwanych spotkań każdego sezonu Premier League – derby Manchesteru! Czerwone Diabły na Old Trafford podejmą Manchester City Pepa Guardioli. Dla podopiecznych Ole Gunnara Solskjaer’a to mecz bardzo ważny w obecnej sytuacji, gdyż wciąż muszą niwelować stratę punktową do czołowej czwórki. Natomiast piłkarze mistrzów Anglii spróbują czwarty raz z rzędu odnieść ligowe zwycięstwo nad United na ich stadionie oraz udowodnić swoją wyższość nad sąsiadami. Obywatele już nie są tylko hałaśliwym sąsiadem, ale jedną z najlepszych ekip na świecie w tej chwili.

20 września 2009 roku

fot. Premier League

W 6 kolejce sezonu 09/10 piłkarze Manchesteru United podejmowali na własnym stadionie Manchester City. The Citizens ponownie wydali mnóstwo pieniędzy na transfery, między innymi pozyskując Emmanuela Adebayora i Joleona Lescotta. Właściciele chcieli jak najszybciej wdrożyć w życie swoje ambitne plany, co nie spotkało się z publiczną aprobatą. W błękitnych barwach zaczął grać także Carlos Tevez, który opuścił drużynę z Old Trafford na rzecz sąsiada zza miedzy. Kibice wychodzącego z szatni Argentyńczyka powitali gwizdami i wyzwiskami. Czerwone Diabły szybko ruszyły naprzód i już w drugiej minucie bramkę dla gospodarzy strzelił Wayne Rooney. Kilkanaście minut później piłkarze Mike’a Hughesa wykorzystali błąd Bena Fostera i doprowadzili do wyrównania staniu meczu. Emocje rosły z każdą sekundą i każdą bramką zdobytą przez którąś z ekip. Dwukrotnie na listę strzelców wpisywali się Darren Fletcher i Craig Bellamy. Do doliczonego czasu gry utrzymywał się remis 3:3. W 96 minucie piłkę przejął Ryan Giggs posyłając genialne podanie w stronę Michaela Owena, które Anglik wykorzystał i strzelił gola na wagę trzech punktów dla gospodarzy. Stadion oszalał, a Owen przekonał do siebie sympatyków United, którzy wciąż pamiętali jego grę w barwach wrogiego Liverpoolu.

12 lutego 2011 roku

Jedne z najbardziej pamiętnych derbów Manchesteru w historii. United i City spotkali się oko w oko licząc na trzy punkty niezwykle potrzebne w walce o tytuł. Na pojedynek Fergusona i Manciniego ostrzył sobie zęby cały piłkarski świat. Kibice liczyli na świetne widowisko, lecz z pewnością przyszłe wydarzenia przerosły ich oczekiwania. Manchester United w 41 minucie objął prowadzenie po bramce Naniego, schodząc na przerwę w dobrych nastrojach. Goście w 65 minucie doprowadzili do wyrównania po dość kuriozalnej bramce przypisanej Davidowi Silvie. Remis nie utrzymał się długo. W 78 minucie piłkę na skrzydle otrzymał Nani. Portugalczyk postanowił wrzucić ją w pole karne, a ta, ocierając się o plecy Kompany’ego, zmieniła tor lotu. Tam czekał Wayne Rooney, który wyskoczył w powietrze i popisał się niebywałym trafieniem przewrotką, pozostawiając Joe Harta bez szans na obronę. Do końca meczu wynik nie uległ zmianie i Manchester United wyszedł zwycięsko z tej batalii. Sir Alex Ferguson bramkę Rooneya określił najpiękniejszą jaką widział podczas 25 lat spędzonych na Old Trafford.

23 października 2011 roku

fot. planetfootball.com

W 9 kolejce rozgrywek Premier League na Old Trafford odbyły się kolejne derby Manchesteru, które zapowiadały się niezwykle emocjonująco. Prowadzące w tabeli i niepokonane od początku sezonu City zawitało na stadion wicelidera, ubiegłorocznego mistrza Anglii, czyli drużynę sir Alexa Fergusona. Czerwone Diabły po remisie z Liverpoolem pragnęły wrócić na fotel lidera Premier League jak najszybciej. Jednak gospodarze po pierwszej połowie przegrywali 1:0 po bramce Mario Balottellego, po której Włoch podniósł błękitną koszulkę i pokazał podkoszulkę z napisem „Why always me”. Wywołało to niemałe szaleństwo w mediach, jednak nie tylko tą cieszynką. W 60 minucie zdobył drugiego gola, tym samym zmniejszając szansę Diabłom na pokonanie gości. Osłabione czerwoną kartką Evansa United bezskutecznie próbowało zmienić swoje położenie. Kolejny cios zadał Sergio Aguero, czym niemalże zniszczył nadzieje gospodarzy. Kontaktową bramkę strzelił Darren Fletcher, lecz potem City odpowiedziało trzykrotnie. United zostało pokonane na własnym stadionie aż 1:6 i kto wie, czy to spotkanie nie zaważyło na późniejszym triumfie podopiecznych Roberto Manciniego w Premier League.

7 kwietnia 2018 roku

fot. football365.com

Manchester City nie zatrzymywał tempa i wygrywał kolejne spotkania. Nadszedł w końcu moment, w którym Pep Guardiola i jego drużyna mogli zapewnić sobie mistrzostwo. Dodatkowym smaczkiem było to, że The Citizens musieli pokonać swojego utytułowanego sąsiada, wicelidera tabeli, Manchester United. W pierwszej połowie wszystko szło zgodnie z planem. Manchester City po bramkach Kompany’ego i Gundogana prowadził 2:0. Wydawało się, że już nic nie powstrzyma ich od tej niezwykłej wygranej finalizującej rywalizację o tytuł. Jednak po przerwie wyjątkowo zmotywowane Czerwone Diabły zabrały się za odrabianie strat. W 53 minucie po odbiciu piłki klatką piersiową przez Andera Herrerę piłkę przejął Paul Pogba i wbił ją do bramki ekipy z Etihad. Dwie minuty później Francuz wpisał się drugi raz na listę strzelców, wykorzystując głową fenomenalne dośrodkowanie Alexisa Sancheza. Kibice Obywateli zaczęli się słusznie martwić o losy tego spotkania. Podopieczni Jose Mourinho coraz częściej i groźniej atakowali bramkę ich ulubieńców. W 69 minucie United wywalczyli rzut wolny, który wykonywał Sanchez. Chilijczyk wrzucił piłkę w pole karne, gdzie odnalazł ją niespodziewanie Chris Smalling. Anglik z zimną krwią pokonał Edersona i drużyna z Old Trafford objęła prowadzenie. Po straconym golu Manchester City ponownie ruszył do przodu i szukał szansy na zmianę wyniku, jednak ta misja się nie powiodła. Manchester United wygrał na Etihad Stadium i nie pozwolił cieszyć się sąsiadom z kolejnego tytułu mistrzowskiego tego dnia. Po gwizdku Paul Pogba podbiegł do sektora szczęśliwych kibiców gości wskazując na herb Manchesteru United i krzycząc, by nie wierzyli w plotki o jego odejściu. Francuz został wybrany piłkarzem meczu i prawdopodobnie był to jeden z najlepszych spotkań pomocnika w czerwonej koszulce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *