Uśmiech od ucha do ucha. Nowe wcielenie Martiala?

Aż siedem lat przyszło czekać fanom Manchesteru United na ujrzenie zawodnika zdobywającego hat-tricka na Old Trafford. W 2013 roku przeciwko Aston Villi trzy bramki w czerwonej koszulce zdobył Robin Van Persie – postać ikoniczna dla całej Premier League. Przez długi czas nie zanosiło się na kolejny wyczyn jakiegokolwiek piłkarza Czerwonych Diabłów – czy to ze względu na styl gry, czy przez brak formy graczy ofensywnych. Wczorajsze spotkanie z Sheffield United było bardzo ważne w kontekście całego sezonu angielskiej ekstraklasy dla zespołu Ole Gunnara Solskjaer’a. W obecnej sytuacji każde zdobyte punkty są na wagę złota, szukając szansy na występy w następnej edycji Ligi Mistrzów. Manchester United zaprezentował przyjemny dla oka futbol i nie dał Szablom zbyt wielkiego pola manewru pod własną bramką. Kluczową rolę odegrał Anthony Martial – cichy bohater obecnych rozgrywek.

foto: eveningstandard.co.uk

24-letni napastnik przez długi czas nie miał łatwego życia na Old Trafford. Debiutancki występ Francuza w 2015 roku przeciwko Liverpoolowi odbił się szerokim echem w świecie futbolu. Wchodząc z ławki rezerwowych wywarł niesamowite wrażenie, zdobywając piękną bramkę przy tym kompletnie ośmieszając Martina Skrtela. Mówiło się, że przybył następca Thierry’ego Henry’ego. W przypadku takich stwierdzeń często wywiera się silniejszą presję na zawodniku, niekoniecznie mu w tym pomagając. Tak było i tym razem. Martial miał za sobą udany sezon i stawał się powoli mocnym ogniwem drużyny. Jednak od następnych rozgrywek zaczęły się problemy. Nowym szkoleniowcem Czerwonych Diabłów został Jose Mourinho, z którym na przestrzeni lat Francuz miał kiepskie relacje. Za pracy Portugalczyka łapał mniej boiskowych minut i tracił swój błysk. Pojawiało się coraz więcej głosów, że czas Martiala w Teatrze Marzeń dobiega końca.

W grudniu 2018 roku Jose Mourinho pożegnał się z posadą trenera Manchesteru United, a jego miejsce zajął Ole Gunnar Solskjaer. Norweg chciał przywrócić klubowi dawną świetność i po imponującym początku na stałe zagościł na ławce trenerskiej. Latem z zespołem pożegnał się Romelu Lukaku, otwierając tym samym drzwi dla wychowanka Olympique Lyonu. Martial odzyskał numer „9” na koszulce oraz stałą pozycję środkowego napastnika (w przeszłości 24-latek rzucany był nawet po skrzydłach, gdzie wyraźnie nie dawał drużynie maksimum możliwości). Choć plotki transferowe nie ustawały i łączono z Diabłami takie osobistości jak Erling Haaland czy Moussa Dembele, wiara we Francuza nie ustała. I jaki jest tego efekt?

W poprzednich latach zdarzało się mu sprawiać na murawie wrażenie ociężałego, niekoniecznie zainteresowanego wydarzeniami dziejącymi się na żywo w trakcie meczu. Jego nakładanie pressingu na przeciwników było często krytykowane i zastanawiano się czy będzie w ogóle przydatny do taktyki opierającej się na szybkim doskoku do zawodników rywali. Brak zaangażowania to coś, co we współczesnym futbolu jest niedopuszczalne, szczególnie na poziomie Premier League. Anthony Martial rozgrywa swój najlepszy sezon od czasu przybycia na wyspy brytyjskie. Pomimo, że czasem zachowuje się spokojnie i pracuje niezbyt równo z rytmem meczu i rytmem kolegów z drużyny nie zatrzymał go przed wykręceniem świetnych liczb. Przed spotkaniem z Sheffield United miał na koncie 16 bramek i 3 asysty. Tylko Marcus Rashford miał lepszy dorobek bramkowy od Francuza. Najbardziej we znaki dał się sąsiadom zza miedzy, czyli Manchesterowi City. W obu spotkaniach ligowych przeciwko The Citizens zdobył po jednym golu przyczyniając się w znacznym stopniu do zwycięstw ekipy Solskjaera.

W spotkaniu z Tottenhamem napastnik United mimo że głównie poruszał się poza polem karnym gospodarzy, dwukrotnie zdołał oddać bardzo groźne uderzenia. Do jednego z nich nie można mieć żadnych zastrzeżeń, bardzo dobra, podkręcona piłka została obroniona przez Hugo Llorisa. Bramkarz Kogutów był niesamowicie dobrze przygotowany i gdyby nie jego interwencje, wynik mógł być z goła inny.

Foto: rte.ie

Ale w spotkaniu z Sheffield United francuski snajper obudził w sobie nieznane nam wcześniej instynkty. Jego praca na murawie i umiejętne ustawianie się były godne podziwu. Współpraca między nim a Rashfordem wyglądała bardzo ciekawie. Martial otrzymujący podanie zbiega na lewe skrzydło odciągając obrońców i tworząc Marcusowi przestrzeń do wbiegnięcia w jedenastkę gości. Dzięki tym akcjom Anglik był bliski zdobycia bramki, jednak wykończenie pozostawiało wiele do życzenia. Widać gołym okiem, że duet ten świetnie się rozumie i potrafi wprawić w kłopoty obrońców rywali. To jak Francuza szukała piłka w tym meczu było czymś niezwykłym. Dopracowane podania Bruno Fernandesa i Paula Pogby docierały do adresata, który kilkukrotnie odwdzięczał się podobnymi piłkami w stronę kreatorów zespołu. Martial w tym meczu to nie same akcje ofensywne, ale i pressing. Wciąż mam przed oczami snajpera naciskającego przy linii bramkowej gości na obrońcę Sheffield United, do momentu aż sędzia przerwał grę. Takich rzeczy w jego wykonaniu nie widzieliśmy za często. On i pozostali podopieczni Solskjaera wykonali kawał dobrej roboty, która przy równie dużym skupieniu i zaangażowaniu może doprowadzić Manchester United z powrotem do Top4 oraz Ligi Mistrzów.

Dzięki hat-trickowi zdobytemu przeciwko Szablom Chrisa Wildera 24-latek wyrównał dorobek bramkowy Rashforda i traci tylko 5 bramek do prowadzącego w klasyfikacji strzelców Vardy’ego. Któż by się spodziewał, że Martial jeszcze będzie mocnym punktem zespołu. Oczywiście to też pokazuje, jak bardzo Francuz potrzebował takich partnerów jak Fernandes i Pogba. Ich wpływ na jakość drużyny jest tak duży, że przy nich może stać się napastnikiem klasy światowej. Na treningach jak i w trakcie spotkań widać że pomiędzy nim a Portugalczykiem istnieje chemia i dobrze się ogląda ich wymiany podań. Solskjaer może się radować, że na końcówkę arcyważnego sezonu jego zawodnicy są zdrowi i gotowi do boju. Forma Martiala może trwać jeszcze dłużej, a im częściej zacznie się wpisywać na listy strzelców, tym częściej zobaczymy na jego twarzy taki uśmiech.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *