Przegrali, ale wygrali nasze serca – Dania kończy swoją podróż na Euro w cieniu kontrowersji

Czuję się trochę tak, jak małe dziecko, które ma swoją ulubioną bajkę i w pewnym momencie ona dobiega końca, a maluch tęskni za ulubionymi bohaterami i wie, że nie będzie kontynuacji tej historii. Gdy za kilka lat będę wspominać Euro 2020, to od razu na myśl przyjdą mi Duńczycy, którzy przeżyli chwile grozy, wyszli z grupy rzutem na taśmę i doszli do najlepszej czwórki turnieju, gdzie dzielnie walczyli z przeciwnościami losu. Ale Dania to nie tylko drużyna znana z trudności, bo również świetnie grający zespół z doświadczeniem i utalentowanymi piłkarzami. Takich ich właśnie zapamiętam.

Fot. The Athletic

Wymarzony początek

Lepszego początku Dania nie mogła sobie wymarzyć. Wyszli na stadion pełen angielskich fanów, którzy już w trakcie duńskiego hymnu byli niezwykle głośni, a potem dawali o sobie znać jeszcze bardziej. Podopieczni Kaspera Hjulmanda nie dali się zjeść największemu wrogowi drużyn, które grają na wyjazdach, czyli presji. Zaczęli grać odważnie i pewnie, zwłaszcza w środkowej części pola, gdzie Anglicy byli strasznie niepewni i szybko tracili piłkę. Duńczycy złapali wiatr w żagle i zamierzali wykorzystać swoją przewagę najlepiej, jak tylko potrafią. Na Euro 2020 nie było jeszcze strzelonej bramki z rzutu wolnego, ale zmieniło się to 7 lipca na Wembley Stadium za sprawą pięknego strzału Mikkela Damsgaarda, który uciszył angielskie trybuny.

Kontrola nad meczem zakończona samobójem

Często bywa tak, że drużyny, które wchodzą dobrze w mecz i kontrolują wydarzenia na murawie, potem opadają z sił i brakuje im pomysłu na dalszą część spotkania. W przypadku Danii fizyka była największą kulą u nogi, która z upływającym czasem była coraz większym ciężarem. Gra układała się po ich myśli, wszystko szło jak po maśle i nawet prowadzili, więc trener Hjulmand mógł być spokojny, ale też nie mógł popadać w euforyzm, bo mieli przed sobą krętą drogę w kierunku finalnego sukcesu. Gol samobójczy Simona Kjaera zaburzył funkcjonalność reprezentacji Danii, która po utracie bramki została stłamszona przez gospodarzy, którzy poczuli krew i chcieli ponownie zranić swojego oponenta.

Anglia jak myśliwy, który czyha na dobicie konającej zwierzyny

Dania w drugiej połowie gasła w oczach i los tego zespołu był zależny od tego, czy uda się im dotrwać do serii jedenastek, które mogły być zbawieniem dla szwankującego Duńskiego Dynamitu. Grali na oparach w drugiej połowie meczu, ale przetrwali natarcia ekipy Southgate’a, by potem w dogrywce stać się bezbronną ofiarą nakręconej Anglii, która skrupulatnie dążyła do zwycięskiego gola. Uraz Andreasa Christiansena można nazwać przysłowiowym gwoździem do trumny linii defensywnej, która w dalszych etapach półfinału ledwo broniła dostępu do bramki Kaspera Schmeichela. Przykro oglądało się Danię, bo człowiek wiedział, że wystarczy jeden groźny atak Synów Albionu i będzie po wszystkim, lecz nikt nie przewidział, że scenariusz zwycięstwa Anglii będzie aż tak kontrowersyjny.

Fot. Alex Morton/Getty Images

Rzut karny owiany wielką kontrowersją

Muszę przyznać, że byłem bardzo zdenerwowany na decyzję sędziego, który podyktował jedenastkę za “faul” na Sterlingu, mimo że ten ewidentnie upadał jeszcze przed kontaktem z Joakimem Mæhle, co dokładnie widać też na powtórkach z tej sytuacji. Sędzia Danny Makkelie był jednak innego zdania i bez zastanowienia wskazał na jedenasty metr, a chwilę później karnego na bramkę zamienił kapitan reprezentacji Anglii – Harry Kane – choć trafił dopiero po dobitce, bo wcześniej Schmeichel kapitalnie wybronił jego strzał. Piłkarze reprezentacji Danii otrzymali cios, po którym nie zdołali się już podnieść. Byli totalnie zajechani fizycznie i słaniając się na zmęczonych nogach próbowali jeszcze odwrócić losy spotkania, ale Anglicy w żadnym stopniu im na to nie pozwalali. W pełni kontrolowali grę i klepali sobie w różnych sektorach boiska z racji tego, że cel mieli już osiągnięty, a rywal był na deskach od kilkunastu minut.

Nie gorycz porażki, ale nieszczęsnego karnego

Przegrana Danii była nieunikniona, bo obraz gry widział każdy i ten zespół prędzej czy później dostałby bramkę na odesłanie z turnieju. Ale byłaby to porażka bez żadnych kontrowersji i nikt nie czepiałby się Anglików, Sterlinga i całej reszty, że wygrali dzięki wymuszonej jedenastce, a w dodatku po internecie krąży filmik, na którym ktoś próbuje oślepić Schmeichela zielonym laserem, co jeszcze bardziej dolewa oliwy do ognia. Teraz wszyscy ze względu na te incydenty są przeciwnikami Anglików, którzy przecież zgasili Duński Dynamit i całkowicie ich zdominowali, ale tamte wydarzenia będą oczywiście przysłaniać oczywiste fakty. Wygrał zespół lepszy w przeciągu całego spotkania, choć z tyłu głowy pojawia się myśl, co byłoby gdyby Duńczycy wytrzymali do serii rzutów karnych? Ale to już temat na osobny artykuł.

Fot. POOL/AFP/Getty Images

Koniec pięknej podróży, z której Dania może być dumna

To był rollercoaster emocjonalny zaserwowany przez wspaniały Duński Dynamit, który wielokrotnie zachwycał kibiców świetną postawą na boisku. Zaczęło się nieprzyjemnie, ale potem było już tylko lepiej, choć gdyby nie fenomenalny występ z Rosją, to dzisiaj nie pisałbym tego artykułu. Trudno było się nie zachwycić, bo kocham takie historie w piłce nożnej. Wybrnięcie z ciężkiej sytuacji i rozkręcanie się z każdym następnym meczem. Dramat Eriksena i falstart z Finami. Potem kapitalny mecz z Belgią, ale mimo to zaliczona porażka. No i spotkanie ze Sborną, które musieli wygrać i liczyć na przegraną Finlandii – udało się. Walię i Czechów do domu odesłali z kwitkiem, by w najcięższej batalii stanąć oko w oko z faworytem do tytułu, z którym grali na jego terenie. Hjulmand, jako idealny selekcjoner reprezentacji, młodzi gniewni w postaci Damsgaarda i rewelacyjnego Mæhle, czy siła doświadczenia na czele z takimi piłkarzami, jak kapitan Simon Kjaer i Kasper Schmeichel. Przez ostatni miesiąc duńskiej rodzinie towarzyszyły różne emocje – negatywne, jak i te pozytywne. Cieszę się, że mogłem śledzić ich poczynania i kibicować im od pierwszego do ostatniego gwizdka na tych jakże wyjątkowych mistrzostwach Europy.

Kibicuję Liverpoolowi i Realowi Madryt, a moją ulubioną ligą jest angielska Premier League. Piłką nożną interesuję się od wielu dobrych lat. Oprócz futbolu jestem wielkim fanem wrestlingu i skoków narciarskich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *