Ostatnia szansa. Kim są dla siebie Ancelotti i Everton?

Niepozorny, błąkający się w środku tabeli ligi angielskiej Everton, zwrócił na siebie uwagę całego piłkarskiego świata. 21 grudnia menadżerem “The Toffees” został Carlo Ancelotti. Najistotniejszym czynnikiem w wyborze klubu z Anglii były niewątpliwie gigantyczne zarobki (jak podaje lokalna prasa £11.5mln rocznie), ale tylko ogromna inwestycja i ambitny projekt były w stanie skusić trzykrotnego triumfatora Ligi Mistrzów do wyboru klubu z Merseyside.  

Pora się pakować!

10 grudnia zakończyła się przygoda Ancelotti’ego z Napoli. Stale pogarszająca się atmosfera w klubie nie ułatwiała pracy byłemu trenerowi marek takich jak PSG, Chelsea, Real Madryt czy Bayern. Włoch został zwolniony po przekonującej wygranej nad Genkiem w Lidze Mistrzów, ale nie usprawiedliwiało to poprzedzającej spotkanie serii 9. meczów bez zwycięstwa. Klub spod Wezuwiusza został zostawiony na 7. pozycji w lidze, a tamtejsza 16-sto miesięczna przygoda Ancelotti’ego nie zostanie szczególnie pozytywnie zapamiętana.

Po zakończeniu współpracy z Napoli, dało się słyszeć głosy o rzekomym “wypaleniu” legendy włoskiej piłki. Ikona Milanu (8 lat pod wodzą, 2x Liga Mistrzów) nie była oceniana najlepiej już podczas prowadzenia Bayernu. Krytycy (telewizyjni i przede wszystkim internetowi) dzielili się opinią o schyłku świetności 60-latka, dla którego ostatnią deską ratunku mogłoby być zachwycenie w klubie mniejszym niż poprzednie.

Witamy ponownie, Carlo!

Tak zdawała się krzyczeć piłkarska Anglia, kiedy Włoch został ogłoszony menadżerem Evertonu. Poprzednia przygoda z Chelsea jest raczej pozytywnie wspominana, w końcu w sezonie 9/10 udało się mu zdobyć z “The Blues” podwójną koronę (liga + puchar kraju). Kolor koszulek został ten sam, lecz wyzwanie jest dużo większe.

W ciągu ostatnich lat Everton sprawia wrażenie zespołu z dużymi ambicjami. Dziesiątki lub nawet setki milionów rocznie wypływają z Liverpoolu, żeby wrócić w postaci zawodników, którzy… no właśnie. Mimo wielkich inwestycji, ciekawych nazwisk i górnolotnych projektów, “The Toffees” pokazują jakby ciągle stali w miejscu. W sezonie 17/18 wydali na transfery ponad 200 milionów, a skończyli na 8. miejscu, prowadzeni przez Sam Allardyce’a. Marco Silva miał być tym zdeterminowanym szkoleniowcem, który popchnie zespół ku lepszemu. W swoim pierwszym sezonie zajął 8. lokatę, a drugi trwał dla niego do grudnia. Kadra budowana za pieniądze na europejskim poziomie potrzebowała takiego samego menadżera.

I zjawił się on, cały na siwo. Carlo Ancelotti prawdopodobnie pierwszy raz w swojej wielkiej karierze nie będzie pod presją mistrzostwa. W Merseyside liczy się przede wszystkim kwalifikacja do pucharów. Zamiast światowych gwiazd dostał pod batutę zawodników odrzuconych przez największy kontynentalny futbol (Gomes, Mina, Digne, Iwobi i wielu innych). Jeśli nie on, to chyba nikt już nie da nadziei kibicom Evertonu na wejście do ligowej czołówki.

FOT.: carloancelotti.it

Gorszy tylko od Kloppa

W rzeczy samej. Od momentu powrotu włoskiego szkoleniowca, tylko nieziemski Liverpool Jurgena Kloppa zdobył więcej punktów. U “The Toffees” poprawiło się wszystko, zarówno bramki strzelone jak i stracone. Popularny współczynnik xG wystrzelił w górę, a futbol prezentowany przez drużynę z niebieskiej części Liverpoolu uległ magicznej przemianie.

Zawodnikiem, który na współpracy z Ancelottim korzysta jak na razie najbardziej, jest Dominic Calvert-Lewin. W 8. ligowych meczach Włocha, to właśnie angielski napastnik zagrał najwięcej. Przekłada się to na wyniki strzeleckie – w poprzednich 18-stu kolejkach 22-latek trafiał 5 razy, po przyjściu Ancelotti’ego – 6 (w zaledwie 8 spotkań). Można to oczywiście nazwać efektem nowej miotły i osąd wydawać dopiero, kiedy okres miodowy w Merseyside minie. Jednak takiej zmiotki jeszcze w tym sezonie nie było! Spośród wszystkich menadżerów, którzy przychodzili w tym sezonie podczas trwania ligi, Carlo wparował jak na razie najlepiej. 17 punktów w 8 kolejek przewyższa wielkie wejście Jose Mourinho do Tottenhamu (16 oczek), Nigela Pearsona do Watfordu (14), a Mikela Artetę czy Davida Moyesa bije na głowę.

Współpraca Ancelotti – Everton jest ostatnią szansą dla obu stron. Szkoleniowiec po fiasku w Anglii może stracić już wielką renomę, którą sobie wypracował (oczywiście chodzi tylko o rynek i zatrudnienie, miano legendy jest już nietykalne), a “The Toffees” mają okazję przekonać się czy ktokolwiek jest w stanie zaprowadzić ich projekt tam, gdzie tak bardzo chcą być. Mimo, że mówi się o przejściowości tego sezonu, to plan pt. “EUROPA” może być zrealizowany już teraz, ponieważ ścisk w walce o pierwszą czwórkę jest tak wielki, że nie dała by rady wejść tam nawet świnka chudzinka. Włoch już wystrzelił z 15. na 7. miejsce, a patrząc na dotychczasowe wyczyny konkurencji – wszystko jest możliwe. Pora pokazać, kto jest prawdziwym bossem w świecie futbolu!

Udostępnij

Nie mam pojęcia, co mógłby wnieść ten opis. Pij 2,5 litra wody dziennie, segreguj śmieci, zażywaj świeżego powietrza i śpij więcej niż 6 godzin. Miłego dnia!

One Ping

  1. Pingback: Zapowiedź meczu: Arsenal – Everton – Anatomia Futbolu | Inne spojrzenie na piłkę nożną!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *