Od zera do bohatera – Historia Jordana Hendersona

Chłopak z Sunderlandu, wiecznie niedoceniany, walczak i kapitan Liverpoolu. Droga Jordana Hendersona do tego, by stać się kapitanem The Reds i osiągać z klubem sukcesy była długa, kręta i wyboista. Gdy przechodził z Sunderlandu do Liverpoolu w czerwcu 2011 roku, chodziły głosy, że Kenny Dalglish wyrzucił pieniądze w błoto sprowadzając młodego wychowanka “The Black Cats” na Anfield Road. Początek kariery Jordana w The Reds był bardzo trudny, wręcz nieudany. Samozaparcie, ambicja i wola walki doprowadziły “Hendo” do miejsca, w którym obecnie się znajduje i ukształtowały jego charakter. Przetrwał najtrudniejszy dla siebie czas, stając się kapitanem z krwi i kości, a także zapracował sobie na szacunek i uznanie kibiców z czerwonej części Merseyside.

Wychowanek Sunderlandu

Jordan Henderson swoją piłkarską karierę rozpoczynał w Sunderlandzie, którego jest wychowankiem. Do klubu trafił w wieku 7 lat i spędził w nim długie lata przebijając się przez każdą z kategorii wiekowej. W pierwszym zespole debiut zaliczył w 2008 roku, kiedy to jego Sunderland podejmował Chelsea w Premier League. Pojawiło się też wypożyczenie do Coventry, więc młody Henderson łatwo nie miał, mimo że sezon 2008\2009 był dla Anglika przełomowy. Regularnie grywać na Stadium of Light zaczął w kampanii 2009\2010 i to wtedy pokazał światu, jaki drzemie w nim potencjał. Owocem udanego sezonu było 38 występów w barwach Sunderlandu i wybór na najlepszego młodego gracza roku. Jordan dla “The Black Cats” rozegrał 79 spotkań i strzelił 5 bramek. Świetną formę utrzymywał do samego końca swojego pobytu w klubie, czego efektem był jego transfer do Liverpoolu, który ogłoszono 1 lipca 2011 roku.

Początki na Anfield Road

1 lipca 2011 roku Liverpool potwierdził, że ich szeregi zasili Jordan Henderson. Kwota, którą za niego wyłożyli, wynosiła 16 milionów funtów. Wiele osób wątpiło w ten transfer i sądziło, iż Dalglish wyrzucił pieniądze w błoto, bo jednak w tamtych czasach takie kwoty za młodych piłkarzy były rzadko spotykane. 20-letni wówczas Henderson miał jednak poparcie Kenny’ego Dalglisha, który mocno wierzył w wychowanka Sunderlandu. Wizja tego, że Kenny popełnił błąd, sprowadzając Jordana do Liverpoolu, zaczynała się spełniać, bo młody Anglik nie prezentował się zbyt dobrze i zawodził na każdym kroku. Gdy trenerem The Reds został Brendan Rodgers i zaczynał budować swój zespół, to Jordan był nawet bliski odejścia do Fulham, lecz postanowił zostać w mieście Beatlesów i ciężko pracować, aby zyskać uznanie Rodgersa. Zacisnął zęby i walczył o swoje miejsce w składzie. Samozaparcie Jordana się opłaciło, bo wkrótce nadszedł dla niego o wiele lepszy czas.

Przełomowy sezon 2013\2014

Kampania 2013\2014 dla piłkarzy Liverpoolu była z jednej strony bardzo udana, z drugiej strony czarną plamą tamtego sezonu jest to, co wydarzyło się w jego końcówce, a mianowicie utrata szans na mistrzostwo i ostatecznie zajęte 2 miejsce w tabeli Premier League. Jednak dla Jordana Hendersona wspomniany sezon był przełomem w jego karierze. Zagrał w 35 meczach, przy czym udało mu się zdobyć 4 bramki, jak i również zaliczyć 7 asyst. Był ważnym ogniwem ekipy Rodgersa i wraz ze Stevenem Gerrardem rządził w środku pola The Reds. Dało się zauważyć, że Jordan wyrasta na kogoś kluczowego w zespole i w przyszłości może wejść w buty ówczesnego kapitana The Reds, aczkolwiek droga do tego była jeszcze długa. Liverpool nie zdobył mistrzostwa, smutne rzeczy wydarzyły się w końcówce sezonu, liverpoolczycy musieli przełknąć gorycz porażki, lecz Anglik się nie załamał i dalej pracował nad swoim rozwojem. Pod względem indywidualnym zaliczył udany sezon, który przyczynił się do tego, że już rok później założył opaskę kapitańską i został następcą legendy Liverpoolu.

Kapitan Liverpoolu

Dla kibiców z czerwonej części Merseyside, Steven Gerrard jest kimś wyjątkowym. Serce i duszę pozostawił na Anfield i zawsze był wierny jednej drużynie, której nigdy nie zostawił w potrzebie. Kapitan z krwi i kości, scouser i legenda czerwonych. Capitan Fantastic, tak był nazywany za czasów, gdy hasał po murawie Anfield i rozkochiwał w sobie kibiców Liverpoolu. W 2015 roku zakończył swoją wspaniałą karierę i trzeba było wybrać osobę, która przejmie po nim opaskę kapitana. Jak się okazało, wybór padł na Jordana Hendersona i to on miał wejść w buty Steviego, co łatwym zadaniem nie było. Początki w roli wodza Liverpoolu były trudne i zmusiły Anglika do jeszcze cięższej pracy. Pojawiało się sporo głosów, że nie podoła i ktoś inny powinien zostać kapitanem. Po tym, jak do klubu przybył Jurgen Klopp, Henderson wielokrotnie siadał na ławce rezerwowych i kibice spekulowali, iż wkrótce nastąpi zmiana lidera, bo co to za kapitan, który grzeje ławę i mało wnosi do gry swojego klubu. Jordan po raz kolejny musiał zaciskać zęby i walczyć o swoje, aby zagościć w podstawowej jedenastce Liverpoolu. Dzięki tym wszystkim perturbacjom ukształtował się jego charakter i z biegiem czasu stał się liderem LFC, który potrafi zatrząść szatnią, krzyknąć w trakcie meczu, gdy nie idzie, czy wesprzeć zespół mentalnie i brać na siebie odpowiedzialność za losy spotkania. Stał się kapitanem z krwi i kości, o jakim kibice The Reds marzyli od czasu odejścia Gerrarda, jak widać, nie była to droga usłana różami, ale samozaparcie Jordana doprowadziło go do miejsca, w którym się obecnie znajduje.

Zimny prysznic w Kijowie

Kapitan nie zagrał w finale Ligi Europy w 2016 roku, kiedy to Liverpool podejmował Sevillę, wtedy to w tej roli zastępował go James Milner. Tamten wieczór poszedł w zapomnienie, bo czerwoni ulegli Andaluzyjczykom 1:3. W 2018 roku The Reds dotarli do finału Champions League, gdzie zmierzyli się z Realem Madryt. Za sobą mieli szalony sezon i wspaniałe mecze z City czy Romą. Tym razem Henderson stanął na czele swojego klubu, który liczył na zdobycie 6 w swojej historii pucharu Europy. Niestety nie wszystko poszło po myśli Liverpoolu, bo pomimo dobrego spotkania uległ i to w dość słabym stylu. Wszyscy pamiętamy babole Lorisa Kariusa, które doprowadziły do przegranej The Reds. Jordan chciał powtórzyć sukces Gerrarda, ale musiał obejść się smakiem. Tak zwany zimny prysznic, który podrażnił Liverpool i był punktem zapalnym do tego, co miało wkrótce nadejść.

Niezwykła relacja z Kloppem

Obaj panowie stanowią trzon Liverpoolu. Klopp przywrócił klub na salony i zbudował świetną drużynę, która sięgnęła już po 3 trofea. U jego boku stał się zupełnie innym piłkarzem. Klopp wyzwolił w nim cechy przywódcze, które niejednokrotnie można zauważyć w trakcie spotkań The Reds. To właśnie od czasu przybycia Niemca na Anfield rozpoczęła się niezwykła przemiana kapitana Liverpoolu, jak widzimy, czasami wystarczy mały impuls i zmiana, aby piłkarz wszedł 2 poziomy wyżej. Jakby nie patrzeć to obaj są bossami, jeden na ławce trenerskiej, a drugi na murawie. Za czasów Dalglisha i Rodgersa widywaliśmy wahania formy u Jordana, który raz grywał w pierwszym składzie, by za jakiś czas ponowie trafić na ławkę, bo jego dyspozycja zbyt dobra nie była. Natomiast u Jurgena jest zgoła odwrotnie, bo okrzepł i dojrzał, stając się liderem, którego Liverpool potrzebował.

Upragniony sukces

Na swój pierwszy wielki sukces Henderson musiał czekać bardzo długo. Sezon 2018\2019 dla Liverpoolu był kosmiczny, nie dość, że w lidze szli łeb w łeb z Manchesterem City, to w Lidze Mistrzów zaszli aż do wielkiego finału, wcześniej dokonując niemożliwego w spotkaniu z Barceloną na Anfield, gdzie doszło do remontady i zwycięstwa 4:0. Jordan był kluczowym graczem w talii Kloppa i razem z kolegami sięgnął po puchar Ligi Mistrzów, którego rok wcześniej nie udało mu się zdobyć. Powtórzył wyczyn Stevena Gerrarda i rozpoczął kolejny rozdział swojej kariery w barwach The Reds. Sezon ligowy liverpoolczycy zakończyli z dorobkiem 97 punktów, tracąc do City zaledwie 1 oczko. “Hendo” w końcu dopiął swego i podniósł trofeum, jako kapitan Liverpoolu i było to idealnym zwieńczeniem sezonu.

Życiowy sezon i tytuł mistrza Anglii za rogiem

Liverpool zmierza po pierwsze od 30 lat mistrzostwo Anglii, na które kibice The Reds czekają z utęsknieniem. Zapewne już byliby mistrzami, lecz pandemia koronowirusa nieco oddaliła ich finalny sukces w lidze. Jordan Henderson zalicza najlepszy sezon w swojej dotychczasowej karierze, będąc silnym liderem swojej drużyny i bezapelacyjne najlepszym zawodnikiem tej kampanii, jeśli chodzi o klub z czerwonej części Merseyside. Można posunąć się o krok dalej i stwierdzić, że jest to najlepszy gracz w tym sezonie Premier League, aczkolwiek to tylko moja opinia. 29-latek wszedł na wyżyny swoich możliwości, podczas przystopowanego na chwilę obecną sezonu. Zostawia serce na boisku i wypluwa płuca dla Liverpoolu, nie raz oddychając rękawami, aczkolwiek nadal dając z siebie 100%. Jest przykładem idealnego wodza, który skoczy w ogień za swoją drużyną, a gdy im brakuje już sił, ten krzyknie i zmotywuje ich do dalszego wysiłku i działań. W tym sezonie podnosił już 2 puchary (Superpuchar Europy, Klubowe MŚ), ale ten najważniejszy za tryumf w Premier League nadal czeka na to, aby kapitan The Reds wzniósł go ku górze w glorii i chwale. Henderson urodził się w 17 czerwca 1990 roku, czyli prawie 30 lat temu, tyle też minęło czasu od ostatniego zwycięstwa Liverpoolu w angielskiej ekstraklasie. To właśnie on będzie tym, który wzniesie pierwszy od 3 dekad puchar za zwycięstwo w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii.

Kibicuję Liverpoolowi i Realowi Madryt, a moją ulubioną ligą jest angielska Premier League. Piłką nożną interesuję się od wielu dobrych lat. Oprócz futbolu jestem wielkim fanem wrestlingu i skoków narciarskich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *