Mecz, który nikogo nie obchodzi, a powinien – Liga Mistrzów 19.02

Atalanta to fenomen, który na tym etapie ciężko zrozumieć. Można pokusić się o stwierdzenie, że to najładniej grająca drużyna ubiegłego sezonu Serie A, która może aspirować w najbliższych latach do bycia w czołówce, tak niegdyś prestiżowej ligi. Po drugiej stronie mamy natomiast drużynę, która od lat jest za plecami “Wielkiej Trójki” La Liga, z drobnymi wyjątkami, kiedy to Sevilla zajmowała miejsce tuż za podium. Obie drużyny bezsprzecznie mają wielkie ambicje, pytanie tylko, która dostanie tak prestiżową szansę grania w kolejnym etapie Champions League. 

Równość, wszędzie równość.

Cieżko się doszukiwać różnic w jakości graczy w obu zespołach. Powiedziałbym, że indywidualnie nie ma w tej rundzie tak zbliżonych do siebie zespołów. Zbliżonych, lecz nie identycznych, bo uważam, że Valencia dysponuje wyraźnie lepszymi grajkami w formacji obrony, która jednocześnie jest ich wyraźną szansą na odniesienie zwycięstwa w tym dwumeczu. Muszę przeprosić fanów Serie A, ale wydaje mi się, że Gabriel Mangala i Diakhaby są mimo wszystko indywidualnie lepszymi piłkarzami, niż Tolói i Djimsiti. Na dodatek Gayà i Wass są bardzo dobrymi zawodnikami i wydaje mi się, że mogą poradzić sobie ze skrzydłami rywali.

Styl

Czynnikiem znaczącym w całym spotkaniu na pewno będzie styl, jaki prezentują oba zespoły. Oczywiście ten Atalanty jest dużo bardziej określony i jednocześnie dużo bardziej przyjemny dla oka, bo Włosi grają przyjemną dla oka, ofensywną piłkę. Valencia w tym wszystkim jest lekko bezpłciowa, co wynika prawdopodobnie z wyższego poziomu ligi hiszpańskiej, gdzie zespoły w tym roku pod tym względem są bardzo równe. Valencia nie ma takich indywiduów jak Real Madryt, czy nawet Real Sociedad i polega dużo bardziej na dyscyplinie taktycznej i pracy zespołu, jeden za drugiego. Nawet wyróżniający się Maximiliano Gomez nie byłby tak skuteczny bez ciężko harujących na niego wołów w drugiej linii. Ta drużyna ma przebłyski, jednak brakuje jej szlifu i indywidualnej jakości, dlatego Atalanta wygląda na tym tle zdecydowanie lepiej.

Oczywiste starcie?

Nie. Mimo nijakiego stylu Hiszpanów, którzy po beznadziejnym wejściu w sezon dopiero teraz odrobili straty i są częścią ścisku o miejsca premiowane grą w Europie w przyszłym sezonie. Mimo wszystko priorytetem dla nich powinno być dostanie się do następnej edycji tych rozgrywek, aby mieć argument dla nowych graczy, chętnych na dołączenie do ekipy “Nietoperzy”. Z drugiej jednak strony, wizja pieniędzy z praw telewizyjnych zawsze jest zgubna, a piłkarze mają obiecane duże premie, gdyby udało im się przebrnąć Atalantę, więc wątpię, aby było to spotkanie z kategorii “byle zagrać”.

Z drugiej strony w przypadku Włochów mamy do czynienia z trochę inną wersją rewelacji poprzedniego sezonu. Tak szeroki potencjał ofensywny w ich ekipie, teraz zmienił się, wraz z upływem czasu, w mechanizm działający na trybikach “Iličić” i “Gómez”. Znani do tej pory byli ze swojego ofensywnego podejścia do futbolu i mimo że to się nie zmieniło, to wyniki, szczególnie z “gigantami”, już tak. Na dodatek są bardzo nierówni i zdarzają im się głupie wpadki, jak chociażby w meczu ze SPAL, który przegrali 1:2. W tej drużynie czegoś brakuje i cieszę się, że takie projekty mają miejsce, ale nie przeceniałbym ich.

Obie drużyny reprezentują bardzo zbliżony poziom na pierwszy rzut oka. Zarówna Atalanta, jak i Valencia posiadają w swoich ekipach piłkarzy, którzy mogliby na spokojnie grać w drużynach z czołówki światowej, a jednocześnie brakuje im jakości na niektórych pozycjach. Przede wszystkim wielki szacunek dla szkoleniowców obu ekip, gdyż nie ważne która z nich przejdzie, to chyba zgodzimy się, że będzie to wynik ponad stan. Lekka przewaga zespołu z Włoch wynika z atutu własnego boiska i przewagi wynikającej z obranego stylu.

Atalanta 55%45% Valencia

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *