Kto wygra Ligę Mistrzów, jeśli rozgrywki zostaną wznowione? Część I.

Głównym kandydatem do wygrania Champions League w tym sezonie zdawał się być jej zwycięzca z poprzedniej edycji – Liverpool, który miażdżył każdego w obecnej kampanii Premier League. Pierwszy mecz 1/8 finału, The Reds sensacyjnie przegrali. Wszyscy – szczególnie Jurgen Klopp oraz piłkarze i kibice jego klubu – spodziewali się jednak łatwego odrobienia strat i sporego zwycięstwa w drugim spotkaniu na Anfield. Tuż przed nim, Liverpool przegrał na wyjeździe z Watfordem, co nie napawało optymizmem, jednak nadal większość fanów uznało, że to jednorazowe potknięcie, oszczędzenie sił na rewanż z podopiecznymi Diego Simeone oraz idealny czas na zimny prysznic. Mylili się. Los Colchoneros wygrali dwumecz 4-2 i zniszczyli marzenia swoich rywali na obronienie tytułu. Zamiast tego – Liverpool musiał przełknąć gorycz porażki w meczu, który zdecydowanie powinni wygrać.

Kto w takim razie sięgnie po najważniejsze europejskie trofeum klubowe w tym roku? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w tym artykule. Podzieliłem go na trzy części, ze względu na jego długość – w pierwszej omówimy sobie cztery ekipy.

Atalanta

To chyba najdziwniejsza drużyna w całej fazie pucharowej. Niesamowita ofensywa – Ilicić, Muriel i Zapata strzelili razem 39 goli ligowych, a cała drużyna – 70. Jest to największa liczba spośród wszystkich ekip Serie A, Premier League i La Liga. W ligach TOP 5, więcej bramek mają tylko PSG i Bayern. Z drugiej strony jednak – ich obrona pozostawia wiele do życzenia. Blok defensywny, składający się z trzech stoperów i dwójki wahadłowych, dopuścił do straty 34 bramek. Wykluczając Chelsea i Romę, to najgorszy wynik spośród klubów z pierwszych piątek lig TOP 5. Spotkania Atalanty to zawsze niezwykle ciekawe widowiska, które nieraz kończą się hokejowymi wynikami. Jako przykład podam tu oba mecze z Valencią, po których na tablicy wyników widzieliśmy kolejno: 4-1 i 3-4.


Jednak czy sam atak wystarczy na topowe drużyny? Moim zdaniem nie i Atalanta brutalnie zetknie się z rzeczywistością, kiedy trafi na lepszą obronę niż ta Valencii. Nastąpi to raczej już w 1/4 finału.

Podsumowując: na mecze Atalanty patrzy się przyjemnie i z wielkim zaciekawieniem, ale prawda jest taka, że starciach z lepszymi ekipami, takimi jak chociażby Bayern Monachium, klub z Bergamo ma nikłe szanse. Nie widzę w nich kandydata nawet na półfinał LM. Mimo wszystko, to świetnie, że mamy okazję widzieć ekipę grającą w taki sposób.

Atletico

Przyszedł czas na pogromców obecnych Klubowych Mistrzów Świata. Czy podopieczni Simeone grają ładną piłkę? Nie. Czy wykorzystują chociaż w 75% potencjał swoich piłkarzy? Nie. Czy Cholo umie “zbudować” jakiegokolwiek zawodnika? Nie. Czy jest tam jakiś plan poza liczeniem na niemożliwe interwencje Oblaka, bronieniem w ósemkę, szybką kontrą i “lagą” na Moratę, Felixa czy Diego Costę? Nie.

Drużyna z pasiastej strony Madrytu, to zupełna odwrotność Atalanty – Atleti ma świetną obronę, ale beznadziejny atak. Zresztą ich wyżej wymienieni przeze mnie napastnicy mają razem w tym sezonie ligowym zaledwie 14 bramek – tyle, ile sam Karim Benzema. Suma asyst tych trzech graczy z półwyspu iberyjskiego wynosi tylko 4 – Benz ma ich o dwie więcej.


To pokazuje nieudolność Atletico, zajmującego dopiero szóste miejsce w La Liga. Jednak jakimś cudem udało im się wyeliminować Liverpool i przejść do ćwierćfinału. Więcej w tym awansie było jednak szczęścia i nieporadności rezerwowego golkipera Liverpoolu – Adriana – niż faktycznych umiejętności i gry zespołowej. To drużyna, która gra chyba największy antyfutbol w Europie – nawet Getafe czy Sheffield United są o wiele odważniejsi w rozegraniu i obronie a ekipa Bordalasa – pomimo składu wartego mniej o ponad 500 milionów euro – potrafi nawet grać ofensywną piłkę, a ponad to są wyżej w tabeli od Los Colchoneros.

Wnioski są dosyć jasne: Atletico, w przypadku zwycięstwa z LM, byłoby jednym z najgorszych – o ile nie najgorszym – zdobywcą tego pucharu w historii. Wątpię jednak, że zajdą dalej, niż do ćwierćfinału. Zawodnicy tacy jak Aguero, De Bruyne czy Lewandowski powinni stosunkowo szybko rozmontować na pozór żelazną defensywę ustawioną przez Simeone i spacerkiem wyeliminować madrytczyków w koszulkach w pasy.

Bayern

Prowadzenie w prezentującej w tym sezonie chyba najwyższy poziom lidze na świecie – niemieckiej Bundes – to zdecydowanie wystarczający powód, aby umieścić klub Roberta Lewandowskiego w gronie poważnych kandydatów do wygrania Ligi Mistrzów. Bayern to jedna z najlepszych drużyn na świecie – nie ma wątpliwości. Właściwie zakończyli już dwumecz 1/8 finału, niszcząc nieźle zapowiadającą się Chelsea na Stamford Bridge aż 3-0. Gra Bawarczyków pod wodzą Hansiego Flicka, naprawdę cieszy oko, ale co najważniejsze – jest skuteczna – co owocuje czterema punktami przewagi nad Borussią i już raczej pewnym miejscem w ostatniej ósemce drużyn LM.


W przeciwieństwie do dwóch poprzednio wymienionych drużyn, tutaj nie ma problemów ani w ataku – w którym czarują Coman, Gnabry i Lewandowski, ani w pomocy – zajmowanej przez Mullera, Coutinho. Alcantarę, Goreztkę, Tolisso i Javiego Martineza, ani w obronie – tam mamy przecież świeżo sprowadzonych Lucasa Hernandeza, Pavarda i Odriozolę, oraz piłkarzy z nieco większym stażem w klubie – Sule, Boatenga, Alabę, Kimmicha i niesamowitego Bena Daviesa – jednego z największych talentów Bundesligi. W bramce zaś legenda Bayernu, reprezentacji Niemiec i jeden z najwybitniejszych golkiperów naszych czasów – Manuel Neuer, który niestety nie jest już młody, ale do pierwszego składu Bayernu szykuje się już kapitan Schalke – Alexander Nubel, który w bardzo młodym wieku (szczególnie jak na bramkarza), robi naprawdę niesamowite rzeczy. 23-latek jawi się nam jako przyszłość nie tylko klubu, ale i reprezentacji Niemiec. Oczywiście – popełnia jeszcze błędy, ale należy patrzeć na nie przez pryzmat jego wieku. Bramkarze dojrzewają znacznie później.

W każdej linii mamy więc co najmniej jednego piłkarza będącego w gronie najlepszych na swojej pozycji na świecie (m.in. Neuer, Kimmich, Sule, Thiago, Lewandowski). Ta drużyna, z takim trenerem, może zdziałać bardzo dużo na europejskiej scenie i moim zdaniem, to jeden z trzech najbardziej realnych kandydatów do wzniesienia pucharu za Ligę Mistrzów.

FC Barcelona

Jak pewnie zauważyliście, idziemy w kolejności alfabetycznej. Pomijam Chelsea, ponieważ moim zdaniem, nie mają już szans na odrobienie trzybramkowej straty do Bayernu.

Barcelona zza czasów Cruyffa czy Guardioli zniknęła – teraz mamy Qique Setiena, którego drużyna wymienia 1000 podań w meczu i kończy na zero z przodu przeciwko Valencii. Duma Katalonii nie czaruje ani w La Liga (pomimo to zajmuje w niej pierwsze miejsce), ani w Copa Del Rey (z którego odpadła z Bilbao), ani tym bardziej w Champions League – remis z będącym w kryzysie Napoli, to nie jest wymarzony wynik, szczególnie patrząc na to, jakim potencjałem piłkarskim dysponuje ten klub. Porównałbym tę ekipę do reprezentacji Polski – nikt nie wie jak, ale są na pierwszym miejscu w Primera Division (tak samo, jak kadra Brzęczka w eliminacjach do Mistrzostw Europy). Granie niezbyt atrakcyjnej piłki, posiadając naprawdę świetnych piłkarzy, to również cecha łącząca te dwie drużyny.

Należy również dodać do tego wszystkiego fakt, że Blaugrana zupełnie nie istnieje bez swojego kapitana – Leo Messiego. Kiedy jest kontuzjowany, obnaża się faktyczna jakość tego klubu z jednym kontuzjowanym zawodnikiem. Jest to postawienie wszystko na jedną, 32-letnią kartę z numerem “10”. Sam Argentyńczyk nie wystarczy jednak na mocniejsze drużyny, co dobitnie pokazały oba mecze z Realem Madryt w tym sezonie – Królewscy dominowali i byli o wiele lepsi, nawet Messi nie był szczególnie widoczny.


Nie stawiałbym więc Barcelony w gronie drużyn, które mają realne szanse na triumf w Lidze Mistrzów – powrót Luisa Suareza z pewnością poprawi jakość ich gry, natomiast nawet z Urugwajczykiem to nie była drużyna na miarę tego klubu.

Podsumowanie części pierwszej

Moim zdaniem, z omówionych drużyn, jedynie Bayern ma realne szanse na zdobycie pucharu za tegoroczną Ligę Mistrzów. Monachijczycy mają mnóstwo jakości – w obronie, pomocy i ataku. Przede wszystkim mają dobrego trenera, który umie trafić do piłkarzy. Obecni Mistrzowie Niemiec z pewnością będą się poważnie bić o Champions League.

Kontynuacja:

Kto wygra Ligę Mistrzów, jeśli rozgrywki zostaną wznowione? Część II.

Kto wygra Ligę Mistrzów, jeśli rozgrywki zostaną wznowione? Część III.

Cześć, mam na imię Julian. Od dziecka kibicuję Realowi Madryt, a od około pięciu lat również Manchesterowi United. Uwielbiam rozmawiać o piłce, oglądać ją jak i amatorsko grać, głównie na pozycji numer "10". Mój ulubiony piłkarz to Toni Kroos, ze względu na magiczne podania i inteligencję boiskową.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *