Gra o tron w Bundeslidze – co nas czeka po wznowieniu rozgrywek?

9 kolejek. 81 spotkań i co najmniej 810 minut dla każdej ekipy oraz zaległe spotkanie Eintrachtu Frankfurt z Werderem Brema. Modły kibiców piłki nożnej z całego świata zostały wysłuchane. Wraca futbol na wysokim poziomie, a wszystko to za sprawą wznowienia rozgrywek niemieckiej Bundesligi. Najbardziej fascynująco zapowiada się nierozstrzygnięta jeszcze rywalizacja o tytuł mistrzowski, na który szanse wciąż ma pięć drużyn.

Świeżość i siła

Bayern Monachium już zapomniał o problemach z rundy jesiennej, gdy drużyna gubiła punkty po bardzo niespokojnej grze za rządów Niko Kovaca. Posadę Chorwata przejął jego asystent Hansi Flick. 55-letni Niemiec miał tymczasowo pełnić funkcję szkoleniowca póki zarząd nie dogada się z innym menedżerem. Nie oczekiwano od niego cudów, ale Bawarczycy pod jego ręką zaczęli prezentować widowiskową i efektywną piłkę. Wybór Flicka okazał się strzałem w dziesiątkę, toteż władze Bayernu nie mogły pozwolić sobie na inną decyzję niż podpisanie z menedżerem stałego kontraktu w trakcie panującej pandemii. Odmieniona drużyna przestała polegać wyłącznie na kosmicznej formie Roberta Lewandowskiego. Polak jakby nie patrzeć to gwóźdź programu każdego meczu mistrzów Niemiec. Napastnik Bawarczyków wywiera kolosalny wpływ na grę ekipy z Allianz Areny – w 33 spotkaniach obecnego sezonu Polak 39 razy wpisywał się na listę strzelców oraz pięciokrotnie asystował swoim partnerom. Wydawało się, że kontuzja Lewego na przełomie lutego i marca może znacząco pokrzyżować szyki podopiecznym Hansiego Flicka. I tu zauważamy kunszt szkoleniowca, który stworzył prawdziwą drużynę, przygotowaną na dobre i na złe. Ze spotkaniami, które opuścił Robert, Bayern poradził sobie koncertowo, między innymi przeciwko drużynie Hoffenheimu, bezlitośnie zniszczonej wynikiem 6:0. Wówczas dwie asysty zdobył wskrzeszony przez Flicka Thomas Muller. Od czasu odejścia Niko Kovaca 30-latek zdobył 6 bramek i zanotował 12 asyst w lidze. 30% bramek Bayernu w rozgrywkach ligowych padło z jego udziałem. A pomyśleć, że jeszcze jesienią mówiło się o opuszczeniu przez Mullera Allianz Areny, gdyż nie potrafił przekonać do siebie poprzedniego menedżera. Stukrotny reprezentant Niemiec powrócił do świetnej formy sprzed lat i obecnie jest najlepszym asystentem w Bundeslidze. Ze względu na wciąż zawieszoną Ligę Mistrzów Bawarczycy mogą skupić się na walce o trofeum ligowe, które byłoby trzydziestym w historii mistrzostwem kraju. W tym imponującym osiągnięciu zapewne pomoże największe odkrycie Bayernu w tym sezonie. Kontuzje środkowych obrońców zmusiły szkoleniowców do wystawienia w tym miejscu Davida Alaby, przez co na lewej obronie znalazł się Alphonso Davies. Dla Kanadyjczyka było to o tyle nowe doświadczenie i ryzyko ze strony menedżera, ponieważ od zawsze grał na pozycji lewego skrzydłowego. Jednak Davies zaprezentował się na tyle dobrze, że zyskiwał coraz więcej minut i stał się kluczowym zawodnikiem w wyjściowym składzie Bayernu. 19-latek bardzo często angażuje się w akcje ofensywne, a jego szybkość sprawia, że wygląda jak Gareth Bale za złotych czasów w Tottenhamie. Bayern ma wszystko co potrzebne, by wygrać kolejny z rzędu tytuł – menedżera, zespół, formę i fantastyczne umiejętności. Jeśli będą grali swoje, są w stanie dokończyć sezon nie opuszczając fotelu lidera. Wciąż należy pamiętać, że czeka ich wymagające wyjazdowe spotkanie z jednym z pretendentów – Borussią Dortmund, która z pewnością marzy o zemście za porażkę z rundy jesiennej. Robert Lewandowski po wyleczeniu kontuzji już jest gotów do powrotu na murawę, a Alphonso Davies przedłużył kontrakt z Bawarczykami. Świetne informacje klubu z Monachium nie opuszczają, jednak czy tak pozytywne wydarzenia będą miały miejsce po ostatniej kolejce?

Tym razem będzie inaczej

Foto: vg.no

Jesienią Borussia Dortmund przeżywała lekki kryzys, przez który posada Luciena Favre’a była zagrożona. Choć zespół od samego początku sezonu wydawał się gotowym do rzucenia rękawicy Bayernowi, tak z czasem wyniki ekipy z Signal Iduna Park zaczęły martwić zarówno fanów, jak i zarząd. Raz udawało się w pięknym stylu pokonać Wolfsburg 3:0, by potem doświadczyć bolesnej lekcji futbolu od rzekomo osłabionego mistrza kraju, a następnie zremisować 3:3 z Paderbornem. Głosom o poszukiwaniu nowych rozwiązań nie było końca. Główna zmiana dotyczyć miała naturalnie szkoleniowca, jednak Favre’owi okazano zaufanie i wsparcie. Mało tego, Borussia dokonała najgłośniejszego transferu zimy, pozyskując prawdopodobnie największe odkrycie ostatnich miesięcy w zawodowym futbolu – w grudniu ogłoszono pozyskanie Erlinga Haalanda. Ta wiadomość wstrząsnęła całym światem, gdyż praktycznie o dołączeniu Norwega do ośmiokrotnego mistrza Niemiec media nie wspominały. Niewidzialnymi dla oczu dziennikarzy działaniami ubito fantastyczny interes. Cyborg z Salzburga już w debiucie odcisnął piętno na Bundeslidze. W spotkaniu przeciwko Augsburgowi pojawił się z ławki rezerwowych, po czym uratował trzy punkty swojej nowej drużyny zdobywając hat-tricka. Kolejne mecze skutkowały większą liczbą trafień, a z Haalandem w składzie Borussen przegrali tylko z Bayerem Leverkusen. Pozyskanie norweskiego snajpera to był deal idealny. Już w jesiennych spotkaniach odczuwało się brak rasowej „dziewiątki” w formie. Borussia kreowała mnóstwo sytuacji, lecz czasem brakowało albo wykończenia akcji, albo dobicia podczas chaosu w polu karnym przeciwników. Obowiązek zdobywania goli spoczywał na między innymi Jadonie Sancho, który rozgrywa kapitalny sezon. Anglik w 23 spotkaniach ligowych strzelił 14 goli i 16 razy asystował kolegom. Dla 20-latka mogą to być ostatnie mecze w żółtej koszulce, gdyż wiele się mówi o opuszczeniu Niemiec przez skrzydłowego i przybycia do Premier League lub La Ligi. Zaledwie wypożyczony jest Achraf Hakimi, który imponuje niesamowitą uniwersalnością. Favre wystawiał Marokańczyka w każdej możliwej linii na boisku i z powodzeniem sobie tam radził. Jego pracowitość w ofensywie przyniosła wiele radości kibicom BVB. Mimo, że widmo utraty gwiazd może martwić, korzystając z ich usług, Borussia Dortmund jest wystarczająco mocna, by stawić czoła rywalom w drodze po zwycięstwo rozgrywek. Nie chcą dopuścić do powtórki sprzed roku, gdy katastrofalna końcówka zaprzepaściła szanse na pokonanie Bayernu. Wśród dziewięciu nierozegranych meczów czekają Dortmundczyków batalia w derbach Westfalii oraz zapierający za każdym razem dech w piersiach Der Klassiker. Czy Żółta Ściana po 34 kolejce będzie świętować dziewiąte mistrzostwo? Przekonamy się wkrótce.

Pisząc własną historię

Foto: spiegel.de

Zespół Juliana Nagelsmanna nie przestaje zaskakiwać świata futbolu. Kibice z całego świata zwrócili swoją uwagę na ekipę z Lipska po zaprezentowaniu niesamowitego zaangażowania, kreatywności i odwagi. Ubiegłoroczny finalista Ligi Mistrzów nie miał szans powstrzymać Byków przed awansem do ćwierćfinału prestiżowych rozgrywek. Na dodatek wciąż w zasięgu pozostaje trofeum ligowe, czteropunktowa przewaga Bayernu nie jest niemożliwa do odrobienia. Julian Nagelsmann to bez cienia wątpliwości fenomen. W wieku 32 lat prowadzić niezwykle młodą drużynę, która niczym nie odstaje od topowych ekip Europy i zagrażając znacznie bardziej doświadczonym i utytułowanym ekipom – do tego nie wystarczy szczęście. Ciężka praca na treningach i odpowiednie przygotowanie do każdego spotkania ukazuje ich wielkość. Polityka transferowa oparta na sprowadzaniu najbardziej utalentowanych piłkarzy młodego pokolenia z całej Europy funkcjonuje niemal idealnie i przynosi konkretne efekty. Imponuje także wszechstronność tych piłkarzy. Potrafią fantastycznie wymieniać się pozycjami w trakcie spotkania i świetnie przygotowani kondycyjnie wprawiają rywali w duże problemy. Drużyna nastawiona bardzo ofensywnie już zdołała zmieść rywali z powierzchni ziemi, tylko trzykrotnie w lidze podopieczni Nagelsmanna nie zdobyli bramki. Bramkostrzelność to nie jedyny atut klubu z Lipska, ex aequo z Bayernem ekipa z Red Bull Areny straciła 26 goli, co napawa optymizmem. Często ciężko jest znaleźć balans między grą ofensywną a stabilnością w defensywie, ta harmonia może poprowadzić RB Lipsk do pierwszego historycznego tytułu. Trener zespołu nie może doczekać się ostatnich potyczek.

Cała sytuacja jest jak przed turniejem. Mieliśmy krótką przerwę, po której nastąpiło zrelaksowane budowanie i bardziej ostre przygotowania. Te dziewięć gier przypomina rozgrywki Mistrzostw Europy, a my chcemy je wygrać.

Julian Nagelsmann jest świadomy tego, jak dużą pracę muszą jego zawodnicy wykonać, by dogonić liderujących Bawarczyków.

Jeśli Bayern jest w świetnej formie, zazwyczaj wygrywa mistrzostwo, szczególnie będąc na prowadzeniu. Niemniej jednak nadal będziemy próbować wygrać ten dziewięciomeczowy turniej, aby teoretycznie mieć możliwość znalezienia się na szczycie tabeli.

Byki mogą patrzeć z optymizmem na terminarz, gdyż w dopiero w 33 kolejce przyjmą na swoim stadionie Borussię Dortmund. Reszta spotkań wydaje się być całkiem bezpieczna, lecz nie wolno im spoczywać na laurach i zlekceważyć przeciwników, szczególnie w tak szalonej lidze jaką jest Bundesliga.

Galopująca sensacja

Foto: getplayback.com

Borussia Monchengladbach to największa niespodzianka obecnego sezonu Bundesligi. Czwarte miejsce i strata 6 punktów do prowadzącego Bayernu to coś, na co kibice Źrebaków przed rozpoczęciem rozgrywek odpowiedzieliby głośnym śmiechem. Teraz jednak z dumą zakładają koszulki ekipy, która w trakcie pozostałych dziewięciu kolejek z pewnością namiesza. Trener Marco Rose po bardzo udanym sezonie w Red Bullu Salzburg przeniósł się do ligi znacznie większej i bardziej wymagającej od austriackiej. W Monchengladbach poczuł się jak ryba w wodzie, a jego dzieło po cichu znalazło się w gronie pretendentów do mistrzostwa. Bohaterami Źrebaków jest duet napastników mrożący krew w żyłach klubów Bundesligi. Marcus Thuram i Alassane Plea świetnie się rozumieją na boisku i fantastycznie pokazują się partnerom do gry. Gdy jeden otrzymuje piłkę, drugi od razu stara się robić mu przestrzeń i ściąga na siebie uwagę obrońców rywali. Potrafią znakomicie ustawiać się na murawie w taki sposób, by znaleźć sobie dogodne miejsce do przejęcia piłki i umiejscowienia jej w bramce przeciwników. Największym atutem Thurama są odziedziczone bo legendarnym ojcu warunki fizyczne. Mierzący 192 centymetry wzrostu Francuz odznacza się nie tylko siłą, ale i szybkością. Wystarczy chwila nieuwagi, a 22-letnie monstrum pojawia się w polu karnym i stwarza zagrożenie. Niezwykłe jest to, że jego fizjonomia nie przeszkadza mu by grać z powodzeniem na pozycji skrzydłowego. Ten wariant wielokrotnie stosował Marco Rose i przynosił solidne owoce. Niższy, ale zwinniejszy i bardziej doświadczony Plea w obecnym sezonie również odgrywa ważną rolę w zespole. Udział 26-latka w bramkach Borussii stanowi 30% zdobytych przez Źrebaki bramek. Francuskie duo może sprawić olbrzymią niespodziankę i wspomóc ekipę z Borussii Park w walce o miejsce w Lidze Mistrzów a kto wie, czy nawet doprowadzi do wygrania Bundesligi. Piłkarze z pewnością chcieliby to uczynić ku uciesze oglądających ich na trybunach fanów, lecz z powodów bezpieczeństwa nie pojawią się oni na stadionie… a może jednak?

foto: B/R Football twitter

Kibice Źrebaków podjęli się bardzo ciekawej inicjatywy, która zachwyciła świat futbolu. Trybuny zostały wypełnione ich tekturowymi podobiznami, by pomimo trudnej sytuacji wspierać zawodników ukochanej drużyny w trakcie spotkania. Nic nie zastąpi obecności tłumu fanów dopingujących przyśpiewkami swoich idoli, lecz takie przedsięwzięcie pokazuje, że kibice mają w sobie niepowtarzalną moc i energię, która motywuje ich do robienia właśnie takich pięknych rzeczy. Teraz podopieczni Marco Rose muszą wziąć sprawy w swoje ręce i odwdzięczyć się zwycięstwami i zaangażowaniem na boisku, którego im nie brakuje.

Szanse na mistrzostwo wciąż ma także Bayer Leverkusen, lecz odrobienie ośmiu punktów nie będzie łatwą misją. Każda ekipa ma swoje gwiazdy i fantastyczną kadrę, ale tylko jedna będzie mogła zdobyć prestiżowe trofeum i na koniec z radości oblewać się piwem. Otwarta jest także sytuacja najlepszych strzelców. Faworytem do zgarnięcia armaty oczywiście jest Robert Lewandowski, ale cztery bramki traci do niego Timo Werner. Z wypiekami na twarzy czekamy na rezultaty najbliższych spotkań, szczęśliwi, że wraca piłka nożna na wysokim światowym poziomie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *