Dramat, bestialstwo i agonia – Tragedia na Heysel

Wydarzenia z 29 maja 1985 roku zapisały się na czarnych kartach historii futbolu. Właśnie wtedy doszło do jednej z największych stadionowych tragedii w dziejach piłki nożnej, która podobnie jak katastrofa na Hillsborough miała spory wpływ na znaczną poprawę bezpieczeństwa na stadionach. Mówi się, że tego dnia futbol umarł i trudno się z tym nie zgodzić, bo na trybunach doszło do scen dantejskich. Tytuł tego artykułu pokazuje powagę całej sytuacji i to, że w latach 80-tych piłka nożna cierpiała i był to okres tragedii oraz ukazania tej brutalnej natury człowieka. Zginęło 39 kibiców, a 600 osób zostało rannych w wyniku zamieszek, do których doprowadzili pseudokibice Liverpoolu. Pomimo dramatycznych wydarzeń UEFA nakazała rozegrać finałowe spotkanie Pucharu Europy, mimo że kilka chwil wcześniej ginęli ludzie. Postawiono pieniądze nad życiem ludzkim i nie przerwano meczu, choć sytuacja skłaniała do podjęcia takich działań.

Zamieszki, które doprowadziły do tragedii

Około godziny 19-00 stadion został już zapełniony. Panowała napięta atmosfera i kibice z przyległych sobie sektorów, rozpoczęli koncert obelg i prowokacji w swoim kierunku. Pół godziny przed rozpoczęciem meczu, chuliganeria z Liverpoolu rozpoczęła szturm na sektory zajmowane przez kibiców Starej Damy. Pseudokibice z Merseyside, którzy w dodatku byli pod wpływem alkoholu, obrzucali sektor „Z” należący do kibiców Juventusu m.in. butelkami i kawałkami betonu. Włosi odpowiedzieli, ale to był pikuś przy tym, co zaszło chwilę później. Kibole z Liverpoolu nie mieli żadnego problemu, aby się tam przedostać, bo ogrodzenie zwyczajnie było malutkie, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby przez nie przeskoczyć i dostać się na trybunę fanów Juve. Pilnowało go kilkunastu belgijskich funkcjonariuszy, którzy zupełnie nie poradzili sobie z angielskimi chuliganami, uzbrojonymi w butelki po alkoholu, kije, kasety czy nawet kawałki ogrodzenia. Garstka kibiców z Włoch próbowała stawić opór Anglikom, lecz nie mieli szans z uzbrojonymi napastnikami. Reszta ratowała się ucieczką i walczyła o przetrwanie, przeskakując ogrodzenie zrobione z siatki i małego betonowego murku. Inni zaś wspinali się na 3-metrowy mur, który stanowił krawędź trybun. Włosi w strachu uciekali i tratowali się nawzajem, a punktem kulminacyjnym stało się zawalenie trzymetrowej ściany, która nie wytrzymała naporu tłumu. Runęło też metalowe ogrodzenie, a jego fragmenty przygniotły kibiców Juventusu. Zdarzenie pochłonęło 39 niewinnych dusz, a ponad 600 osób zostało rannych.

Organizacja meczu i akcja ratunkowa

Przechodzimy do kwestii, która mocno mnie trapi. W przypadku katastrofy na Hillsborough doszło do czegoś podobnego. Tam w wyniku fatalnej organizacji i błędów policji zesłano kibiców LFC na smierć. Natomiast na Heysel również popełniono masę błędów związanych ze sprawami organizacyjnymi, lecz winę i odpowiedzialność za agonię fanów Starej Damy ponoszą brutale z czerwonej części Liverpoolu. Nie znaczy to jednak, że władze UEFA, policja i organizatorzy są czyści, bo walnie przyczynili się do tragedii na tak dużą skalę. Stadion w Brukseli nie był przystosowany do tak wielkiego przedsięwzięcia, jakim jest finał najważniejszych rozgrywek klubowych w Europie. Był za mały i przestarzały, a także nie spełniał wymogów bezpieczeństwa. Mimo głosów sprzeciwu i donosów o stanie Heysel Stadium, o których alarmowal Peter Robinson (zastępca kierownika Liverpoolu), włodarze UEFA olali sprawę. Zabezpieczenie kibiców też pozostawiało wiele do życzenia, bo liczba policjantów i służb ratunkowych okazała się niewystarczająca, o czym przekonano się, gdy wybuchły zamieszki i nikt nie był w stanie zapanować nad wściekłymi fanami. Najgorszym z możliwych pomysłów było umieszczenie kibiców Juve i Liverpoolu na sektorach naprzeciw siebie, należy też wspomnieć, że dzieliła ich tylko wysoka metalowa siatka.

Służby porządkowe zlekceważyły sporą rzeszę angielskich kibiców, będących pod wypływem alkoholu. Zakłócali oni porządek na trybunach, aczkolwiek nie zrobiło to wrażenia na policji. Gdy kibice Starej Damy próbowali przedostawać się na sektor The Reds, mundurowym udało się powstrzymać ich zamiary. To chyba jedyny sukces policji, która tego dnia zaspała i nie wykonywała swojej pracy, jak należy, choć trzeba brać też pod uwagę fakt, że chuliganów było zdecydowanie więcej. Organizatorzy nie zadbali o podstawowe kwestie związane z bezpieczeństwem, a dla UEFY rozegranie meczu okazało się ważniejsze niż ludzkie życie. Ofiary przenoszono pod ukrytą część stadionu, ale większość i tak pozostała na zdemolowanych trybunach. Pomocy, udzielali przypadkowi ludzie  znajdujący się wtedy w miejscu zdarzeń, gdyż służb medycznych przybyło zbyt mało. Wokół stadionu rozstawiano namioty polowe, w których udzielano pomocy rannym. Poważnej ranne osoby transportowano do brukselskich szpitali kartekami i śmigłowcami. Jednak ratunek przybył za późno i 39 osób nie udało się uratować.

Mecz, poprzedzony krwawym dramatem

Finałowe spotkanie transmitowało około 60 stajni telewizyjnych, w tym nasza rodzima Telewizja Polska. Widzowie mogli obserwować drastyczne sceny z Heysel na żywo. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co czuły osoby, które oglądały wtedy tę transmisję. A co dopiero kibice zebrani na stadionie, którzy byli świadkami tak dramatycznych widoków. Dziwi mnie to, że nie przerwano transmisji, gdy wybuchły zamieszki i ludzie mogli sobie oglądać „Wojnę” w swoich domach czy pubach. Po raz kolejny ukazała się słaba strona UEFY, która w imię pieniędzy i własnego interesu zezwoliła na rozegranie finału. Sytuacje udało się opanować po prawie 2 godzinach i zaprowadzono w końcu porządek, więc na murawie pojawiły się zespoły Liverpoolu i Juventusu. Uważam, że podjęto karygodną decyzję o rozegraniu spotkania po tak tragicznych wydarzeniach. Przed chwilą kibice umierali na trybunach, doszło do burd i chuligańskich aktów, ale i tak piłkarze wychodzą na boisko, dostają futbolówkę i grają najważniejszy mecz sezonu – tego dnia nikt nie myślał o emocjonowaniu się meczem, w głowie pozostały koszmarne sceny, do których doszło kilkadziesiąt minut wcześniej.

Finał sprzed roku naznaczył tragedię na Heysel?

W 1984 roku Liverpool mierzył się z AS Romą w finale Pucharu Europy. Mecz odbył się na Stadio Olimpico w Rzymie. The Reds wygrali po rzutach karnych 4-2, zdobywając swój czwarty tytuł w historii. Po zakończeniu spotkania kibice Liverpoolu zostali zaatakowani przez kibolów Romy, którzy już wcześniej to zaplanowali – użyli metalowych pałek, które ukrywali w samochodach, gdy czerwoni opuszczali stadion, wtedy właśnie dopuścili się tego brutalnego czynu. Przed finałem w 1985 sugerowano, że Anglicy nie odpuszczą i będą chcieli wziąć „odwet” na włoskiej ziemi. Myślę, że gdyby nie wydarzenia z Rzymu, to tragedia na Heysel nie miałaby miejsca.

Fatalny stan Heysel

Stadion został wybudowany w 1930 roku. Przestarzały obiekt nie był odpowiednim miejscem na organizowanie imprezy masowej. Nie spełniał nowoczesnych norm bezpieczeństwa, ponadto posiadał małe i ciasne sektory oraz brakowało wyjść ewakuacyjnych. Jest pewna analogia do Hillsborough w tej kwestii, bo tam również nastapiły podobne problemy ze stadionem. Według wielu ekspertów mecz powinien zostać przeniesiony w inne bezpieczne miejsce, ale zignorowano każde prośby.

Wydarzenia po meczu

Na całym świecie zapanowało wielkie oburzenie środowisk piłkarskich i nie tylko. Pojawiły się artykuły podsycone ostrymi tytułami w kierunku Anglików oraz organizatorów spotkania. Rzymska Gazeta La Repubblica swój artykuł zatytułowała tak – „Masakra na stadionie” – mocne słowa, ale jak najbardziej zrozumiałe. We Włoszech dochodziło do ataków na brytyjską ambasadę. Kilkanaście dni po tragicznych wydarzeniach prezes Liverpoolu ogłosił, że klub nie weźmie udziału w Pucharze UEFA w sezonie 1985/1986.  Kilka dni później Angielski Związek Piłki Nożnej pod naciskiem Margaret Thatcher podał informację, że angielskie kluby zostały wycofane z europejskich rozgrywek w następnym sezonie. 2 dni później UEFA zadecydowała, iż ban zostaje wydłużony na czas nieokreślony. 

Konsekwencje wobec angielskich klubów

Nie jest tajemnicą, że w latach 80-tych chuliganizm na wyspach był czymś powszechnie spotykanym, a tragedia na Heysel tylko to potwierdziła. Spowodowało to tak radykalny ruch ze strony UEFY i bezterminowe wykluczenie czołowych angielskich ekip z pucharów. Ostatecznie przez 5 lat angielskie drużyny nie brały udziału w pucharach zaś Liverpool, pauzował o rok dłużej. Z najsilniejszej ligi świata odeszło wielu znakomitych piłkarzy – Ian Rush, Gary Lineker czy Mark Hughes byli topowymi graczami tamtych lat, aczkolwiek zaistniała sytuacja zmusiła ich do opuszczenia swoich ówczesnych zespołów. W ciągu tych lat aż 16 klubów z Wysp Brytyjskich utraciło możliwość gry w  Pucharze Europy, Pucharze UEFA i Pucharze Zdobywców Pucharów.

Lista wykluczonych

Everton, Liverpool, Arsenal, Norwich City, Tottenham Hotspur, Southampton, Manchester United, West Ham United, Sheffield Wednesay, Oxford United, Nottingham Forest, Luton Town, Queens Park Rangers, Derby County, Coventry City i Wimbledon.

Sąd, wyroki i skazani

Oskarżono 29 osób, wśród których było 26 obywateli Wielkiej Brytanii, lecz także 3 Belgów. Po przejrzeniu taśm z monitoringu nakazano aresztować większą liczbę pseudofanów. Brytyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych zgodziło się na wydanie Belgom 26 oskarżonych. Takie rozwiązanie nie spodobało się na Wyspach, gdzie twierdzono zupełnie coś innego. Chodziły głosy, że aresztowano ludzi, którzy nic złego nie zrobili i siedzą za kratkami za niewinność. Media w Anglii jak zwykle się nie popisały, bo zaczęto ściemniać i wybielić czyny chuliganów. Podważali oni kompetencje belgijskiej policji, pisząc teksty, które miały uderzyć w służby i zakłamać rzeczywistość. Takie ruchy miały odwrócić kota ogonem, aby ludzie odnosili wrażenie, że nikt nie jest winny tragedii na Heysel. Minęły 3 lata, a w więzieniu siedziało już tylko dwóch sprawców, bo resztę wypuszczono za kaucją, dla brytyjskich tabloidów była to pożywka – pisali o tym, że nasi chłopcy wrócili do domu, tak jakby siedzieli za niewinność. Zrobiono z nich bohaterów, którym udało się wyjść z niewoli, a przecież cała wina leżała po ich stronie. Po długim śledztwie wznowiono procesy. Sąd obarczył winą 26 pseudokibiców z Liverpoolu, których zidentyfikowano za pomocą materiałów filmowych i zdjęć. Nie tylko oni zostali oskarżeni, bo także dwóch oficerów oraz sekretararz Belgijskiej Federacji  Piłkarskiej. Materiały dowodowe liczyły ponad 42 tysiące stron. W procesie zeznawało 400 osób, więc wszyscy oczekiwali, iż sprawa zostanie doprowadzona do końca dość szybko. Niestety na jej finał trzeba było jeszcze długo poczekać. W 1990 roku rozpoczęto kolejny proces, który miał na celu ostateczne zamknięcie sprawy dramatu na Heysel. Skazano 14 kibiców The Reds na 3 lata więzienia, lecz większość z nich dostała wyrok w zawieszeniu – reszta została uniewinniona. Byłemu sekretarzowi postawiono wyrok 6 miesięcy pozbawiania wolności  w zawieszeniu, kapitanowi żandarmerii 9 miesięcy, ale również w zawieszeniu. Uznano, że rodziny ofiar i poszkodowanych mają prawo do odszkodowań, lecz na nie musiały trochę poczekać. Przyznano je dopiero  po sześciu latach – kwotę 6 milionów przekazano 150 Włochom, 15 Belgom,  także 15 Francuzom, 3 Irlandczykom i jednemu Hindusowi. W 42,5 procentach odszkodowania pokrył rząd Belgii – tyle samo przeznaczył Belgisjki Związek Piłki Nożnej, a UEFA przeznaczyła marne 15 procent.

Pamięć

Obok przebudowanego obiektu Heysel powstał pomnik, który upamiętnia 39 ofiar tragedii. Zbudowano go z okazji 20 rocznicy wydarzeń z 29 maja 1985 roku. Ma krztałt zegara słonecznego i powierzchnię 60 m². Został wykonany ze stali nierdzewnej przez Francuza Patricka Rimouxa’a. Na pomniku wyryto słowa poematu angielskiego pisarza Wystana Hugh Audena – Funreal Blues. W Liverpoolu koło Anfield znajduje się tablica upamiętniąca ofiary – jest usytuowana na zewnętrznej stronie trybuny Kenny Dalglish Stand. 

Warto dodać, że w 2005 roku odbył się ćwierćfinał Ligi Mistrzów, w którym spotkał się Liverpool i Juventus. Było to pierwsze spotkanie tych drużyn od czasu nieszczęsnego finału na Heysel. 5 kwietnia na Anfield rozegrano pierwszy mecz i miał on szczególną, upamiętniącą tragedię oprawę. Obie jedenastki na murawę wyprowadzili legendarni Ian Rush i Michael Platini, czyli klubowe legendy oraz uczestnicy feralnego meczu w Brukseli. Nieśli transparent, na którym wyszyto herby obu klubów i hasło „In Memory And Friendship”. Uczczono pamięć ofiar tradycyjną minutą ciszy, a kibice zebrani na The Kop za pomocą kartonów stworzyli napis „Amicizia” – Przyjaźń.

In Memoria e Amicizia

 

Kibicuję Liverpoolowi i Realowi Madryt, a moją ulubioną ligą jest angielska Premier League. Piłką nożną interesuję się od wielu dobrych lat. Oprócz futbolu jestem wielkim fanem wrestlingu i skoków narciarskich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *