Dirty Dancing Michaila Antonio. London Stadium oklaskuje nową legendę klubu

Po dwóch kolejkach nowego sezonu West Ham United zgarnął sześć oczek i objął prowadzenie w ligowej tabeli. Choć nie jest to czas na zbytnią radość i nadmierny optymizm, tak jedna osoba ma powód do świętowania. Michail Antonio w meczu przeciwko Leicester City swoimi dwoma trafieniami zapisał się złotymi literami jako najskuteczniejszy piłkarz klubu z London Stadium w erze Premier League. Poniedziałkowym występem pokazał, że gdy jest zdrowy i w dobrej formie, wyczynia niesamowite rzeczy i niezwykle ciężko pracuje na murawie. Kiedy porusza się temat drużyny West Hamu mówimy o kolektywie i świetnym uzupełnianiu się zawodników. Teraz świat Premier League mówi tylko o 31-letnim bohaterze, który przebił dorobek Paolo Di Canio – równie barwnej i szalonej postaci co aktualny snajper Młotów.

Starcie West Hamu z Leicester City na papierze nie wskazywało na zdecydowanego faworyta. Zarówno Młoty jak i Lisy posiadały swoje atuty oraz słabości. Początek spotkania należał do podopiecznych Brendana Rodgersa. Chwilowej przewagi w posiadaniu piłki nie wykorzystali do przeprowadzenia groźnej sytuacji pod bramką Łukasza Fabiańskiego. Koledzy z drużyny Polaka z minuty na minutę stawali się coraz silniejsi i bardziej przekonujący, aż w końcu wynik otworzył trafiając do siatki Pablo Fornals. Po straconej bramce Lisy otrzymały kolejny cios w postaci czerwonej kartki dla Ayoze Pereza. Gra w dziesiątkę praktycznie dobiła zespół gości i nawet późniejszy gol kontaktowy nie zmienił przebiegu meczu. Said Benrahma zdobył drugą bramkę po asyście Michaila Antonio, ale dla podającego to nie był koniec świetnych wiadomości. Praktycznie przez cały mecz napastnik West Hamu stanowił poważne zagrożenie dla przeciwników. Co i rusz urywał się obrońcom i szybko przemieszczał się z piłką do przodu. Kilka razy był blisko strzelenia gola, lecz Kasper Schmeichel pewnie bronił jego strzały. Mimo to wpisanie się na listę strzelców przez 31-latka wisiało w powietrzu. W 80 minucie otrzymał podanie w pole karne od Declana Rice’a, odwrócił się i silnym uderzeniem pokonał golkipera Lisów. Niezwykle piękna i wzruszająca scena, gdy stadion eksplodował z radości, a szczera radość Antonio widoczna była na jego twarzy. Drugą bramką po prostu pozbawił złudzeń piłkarzy Leicester i dodał dodatkową nutkę magii temu meczowi. Dośrodkowana przez Vladimira Coufala piłka leciała za plecy napastnika Młotów. Fenomenalnym podbiciem przerzucił ją nad swoim ciałem i wślizgiem wepchnął ją do bramki. Kapitalny występ Antonio zakończył się zasłużonymi owacjami na stojąco od rozradowanych kibiców na trybunach.

Michail Antonio oprócz bycia wspaniałym piłkarzem jest także dobrym duchem drużyny. O atmosferę w szatni dba jak mało kto. Koledzy z drużyny cenią go za poczucie humoru, podejście do życia i nieprzewidywalność. Jego skłonność do uczestniczenia w szalonych rzeczach potwierdza wypadek ze Świąt Bożego Narodzenia z 2019 roku, kiedy to w stroju bałwana rozbił swoje Lamborghini. Ekscentryczne cieszynki również wpływają na postrzeganie Antonio. Czasem zrobi coś zwyczajnego, a czasem zaskoczy wszystkich widzów. Kreatywność 31-latka pod tym względem nie ma granic. Tym razem po strzeleniu 48 gola w barwach Młotów wielkie osiągnięcie uczcił… podniesieniem i ucałowaniem swojej kartonowej podobizny. W wywiadzie dla Sky Sports w programie Monday Night Football próbował wyjaśnić zamysł tej celebracji. Ujawnił, że było to nawiązanie do kinowego hitu Emile Ardolino pod tytułem Dirty Dancing. Co prawda wskutek wielkich emocji w trakcie rozmowy pomylił tytuły, ale później na swoich social mediach sprostował swoje słowa.

Kluczowa rola Antonio w drużynie Davida Moyesa jest obecnie niepodważalna, ale na początku było co do niej trochę wątpliwości. Kariera Anglika to jedna wielka sinusoida. Były momenty, gdy w londyńskim zespole pełnił ważną funkcję, lecz również tracił miejsce w składzie wskutek słabszej formy lub kontuzji. Ten drugi powód stał się największą kulą u nogi 31-latka i jednym z tematów wielu dyskusji. Przez długi czas, gdy nie dostrzegano przydatności Antonio na środku ataku, rzucany był po kilku różnych pozycjach. Wychodząc jako środkowy napastnik wyglądał bardzo dobrze i tutaj upatrywano miejsce rozwoju piłkarza Młotów. Kwestia licznych urazów sprawiała, że co okienko transferowe mówiono o konieczności sprowadzenia do klubu nowego napastnika. W tym tkwił jednak problem, bo West Ham od wielu sezonów nie potrafił znaleźć optymalnej dziewiątki gwarantującej przyzwoitą liczbę goli. Marko Arnautović szybko zawinął się do Chin, a Sebastian Haller okazał się kompletnym niewypałem. Po objęciu ekipy z London Stadium przez Davida Moyesa wreszcie szansę otrzymał Antonio. Kibice zamartwiali się, czy z jego kruchym zdrowiem będzie on w stanie regularnie grać w podstawowym składzie. Faktycznie, drobnych urazów nie unikał, ale postawa na boisku i gigantyczny wpływ na losy drużyny to rekompensowały. Teraz w kwestii kupowania nowego snajpera będzie mowa o graczu, który prędzej będzie musiał partnerować Antonio lub zastępować go w kryzysowych sytuacjach.

Sukces Michaila Antonio to osiągnięcie, które cieszy nie tylko fanów Młotów. Postronni widzowie z pewnością czują sympatię do niezwykle pozytywnego piłkarza i razem z nim przeżywali jego bramki z wczorajszego występu. Taka sympatyczna postać, a przede wszystkim jakościowy gracz, dodaje kolorytu Premier League i budzi podziw. Nie bójmy się tego słowa, na London Stadium wyrosła nowa legenda West Hamu i będzie ona przez wiele najbliższych lat na ustach lokalnych kibiców. Jedyne, czego teraz potrzebuje Antonio, to mnóstwo zdrowia i zmiennika na przyzwoitym poziomie. Brak 31-latka odbija się na sile zespołu, a tymczasowego zastępcy od kilku miesięcy nie ma. Perspektywa gry w Lidze Europy wywołuje mały ból głowy myśląc o wąskiej kadrze zespołu Davida Moyesa. Jestem niezwykle ciekaw jak Młoty poradzą sobie podopieczni szkockiego menedżera i jak dobrze pogodzą rozgrywki ligowe z europejskimi pucharami. Dla Antonio to tylko okazja do tego, aby śrubować liczbę zdobytych bramek i powoli budować swój pomnik. Kto wie, czy za parę lat nie będziemy mówić o snajperze jamajskiego pochodzenia jako najskuteczniejszym w całej historii klubu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *