Brighton & Hove Albion – Wingardium Leviosa!

Jeśli spojrzymy w dolne rejony tegorocznej tabeli Premier League, zauważymy dosyć oczywistą zależność. To jak najbardziej logiczne i przewidywalne, że zespoły z ligowego rynsztoku nie przejmują się czymś takim jak styl lub widowisko. Podczas grania o życie liczą się jedynie cyfry na tablicy wyników i nic więcej. Zaciekła obrona całą drużyną, posyłanie długich piłek do wysokiego napastnika lub szybkich skrzydłowych, fizyczna, irytująca przeciwnika gra – tak rysuje się archetyp brytyjskiego średniaka.

Trudno się z nim nie zgodzić, widząc na peryferyjnych miejscach w tabeli Watford, Bournemouth, West Ham, Crystal Palace i Newcastle. W całym towarzystwie spod sztandaru kick&rush wybija się jeden głos sprzeciwu – drużyna, która pokazała, że do efektownej gry nie jest zarezerwowany tylko Kevin De Bruyne lub Jorginho. O ile niejednokrotnie mogła się przekonać o wyższości bezwzględnego pragmatyzmu, nic nie skłoniło jej do zmiany podejścia. Brighton & Hove Albion jest uśmiechem minionego sezonu i kolejnym sztandarem niesionym pod prąd.

Graham Potter insists Brighton won't deviate from playing ...

Graham Potter foto: Full Sports

Komnata Tajemnic

W sezonie 18/19 Mewy z trudem dały radę utrzymać się w lidze. Zespół nie wyróżniał się niczym, a “sukces” zawdzięcza tylko i wyłącznie 35-letniemu Glennowi Murray’owi. Mało kto widział jakiekolwiek perspektywy dla klubu znad kanału La Manche. Zmiana za sterami miała zdecydować, czy Brighton jest w stanie grać na poziomie Premier League. Doświadczony specjalista od awansów i utrzymań, Chris Hughton, został zastąpiony przez świeżego nowatora – Grahama Pottera. Już po samych krokach transferowych dało się wyczuć ofensywne zapędy ligowego debiutanta.

Lato 2019 było na The Amex szczególne i przełamało klubowe bariery. W ciągu jednego okienka przeprowadzono 3 najdroższe transfery w historii klubu, przy każdym przekraczając sumę €20mln. Dwa ofensywne nabytki, Leo Trossard i Neal Maupay, dawały żywą nadzieję na wstrząśnięcie zakurzonym atakiem. Francuz miał za sobą fenomenalny rok na zapleczu Premier League. W barwach Brentford strzelił 25 bramek w ligowym sezonie, ustępując jedynie Teemu Pukkiemu. Kupiony z KRC Genk Trossard kończył poprzedni sezon z wynikiem 33 oczek w klasyfikacji kanadyjskiej. Zmiany, jakie zaszły w klubie pozwalały wierzyć w walkę pomimo ponurych wróżb.

Rezygnacja ze sprawdzonego oldschoolu na rzecz ekstrawaganckiego podejścia jednym dawała nadzieję, a dla innych była przekreśleniem Mew. W przedsezonowych przewidywaniach kibice wyobrażali sobie wszystko – od totalnej klęski do objawienia. To czyniło Brighton jeszcze bardziej interesującym.

Zakon Feniksa

Zadanie zostało wykonane! Drużynie udało się przebrnąć przez sezon Premier League bez choćby kolejki spędzonej w strefie spadkowej. Graham Potter zapewnił klubowi spokój oraz przykrył jego mankamenty. Mierząc się z falą narzekań na brak młodej siły w zespole, dał szansę Aaronowi Connolly’emu oraz Stevenowi Alzate. Para wychowanków nie ograniczała się do wchodzenia na ogony spotkań, ale stanowiła ważny element zespołu. Pod koniec sezonu istotną postacią stał się również 19-letni Tariq Lamptey, kupiony z Chelsea. Zaufanie do perspektywicznych zawodników bryluje jako jeden z głównych atutów Pottera, dzięki któremu napastnik u schyłku kariery nie jest już przodującą postacią zespołu.

Następnym, czym zachęcał do siebie nadmorski klub, był styl gry. Idealistyczne granie pięknej piłki i dążenie do barcelonizmu często zawodzi poza czołówką, o czym dobitnie przekonał się w tym roku Daniel Farke. W odróżnieniu od Niemca, menadżer Brighton podołał zadaniu stworzenia drużyny, dla której DOBRZE i ŁADNIE się nie wyklucza. Kiedy dwa lata temu Mewy wchodziły do pierwszej ligi, mało kto uwierzyłby, że jedynie dwie kampanie dzielą nas od oglądania tej ekipy w intensywnym ataku pozycyjnym i odważnym, wysokim pressingu. A właśnie na tych fundamentach opierał się tegoroczny styl Brighton, gdzie w środku pola nie biegał Xavi z Iniestą, a Propper i Stephens. Da się? Da się!

Mewy wykonały w tym sezonie ósmą (!) liczbę podań w lidze, plasując się na tej samej pozycji w rankingu liczby strzałów oraz zmarnowanych “setek”. Lewis Dunk znalazł się w najczęściej podającej 10 zawodników. Kupieni latem Maupay i Trossard zostali najlepszymi strzelcami zespołu, mimo wszystko nie zaspokajając fanów. Z sytuacji, jakie miał Francuz, matematyka wymaga 14 bramek, podczas gdy piłkarz kończy sezon z 10. Belg natomiast może pochwalić się tylko 3 asystami, choć (znów matematycznie) wypracował sytuacji na 5. Całe Brighton zanotowało 6 trafień mniej niż przewiduje magia statystyk. W porównaniu do poprzednich lat, widać ogromny przeskok w podejściu drużyny do atakowania, rozgrywania, a nawet bronienia. Nie dość, że grają dużo atrakcyjniej, ich futbol idzie w parze ze skutecznością.

Sezon 19/20 był dla Mew najlepszym w czasie obecnej, 3-letniej przygody z Premier League. Mimo, że pozycja w tabeli była identyczna do tej z kampanii 17/18, udało się wywalczyć więcej punktów oraz strzelonych bramek, tracąc tyle samo.

Insygnia Śmierci

Zawodnik sezonu wg kibiców: Dunk

Zawodnik sezonu wg redakcji: Ryan

Brighton give Liverpool a game but Mo Salah will not be denied as ...

foto: The Telegraph

Pomimo błysku, jakim promieniował atak Brighton, nie można zapomnieć o lwiej części zasług formacji defensywnej. Dwójka wyróżnionych przez kibiców i redakcję piłkarzy już kolejny sezon pokazuje, że na The Amex wiedzą, czym jest solidność. Obaj pokazali, że świetnie sprawują się z piłką przy nodze, a w ofensywnym futbolu Pottera czują się jak śledzie w puszce. Dunk zdążył przyzwyczaić nas do tego, jak sprawnie zarządza obroną Mew, a Ryan stronił od błędów jak Twitter od Donalda Trumpa. Zarówno Australijczyk, jak i Anglik, zdążył już zostać twarzą ekipy. Po sezonie 19/20 obie mogą patrzeć w lustro z dumą.

Czara Ognia

Niewątpliwie na obecne Brighton patrzy się lepiej, niż na tą samą ekipę rok temu. Możemy zdecydowanie pochwalić decyzję klubu o zmianie kierunku i ruszeniu nieco pod prąd. Kto wie, czy ten ruch nie uratował drużyny przed spadkiem? Dotychczas każdy z trzech sezonów Mew w Premier League był wielkim wyzwaniem, któremu zespół dawał radę podołać. Można powiedzieć, że przeszli epicki turniej z książek o przygodach Pottera nieco sławniejszego, niż ten z ławki trenerskiej na The Amex.

Paradoksalnie uważam, że wbrew klubowym zmianom, z punktu widzenia ligi nadmorski klub nadal zachowuje swój status quo. Chociaż możemy spodziewać się bardziej widowiskowej gry, wciąż nie ma pewności, w jakich barwach maluje się przyszłość w Brighton. Zupełnie tak, jak każdy przed rokiem, wyobrażam sobie mnóstwa scenariuszy nadchodzącej edycji tego klubu. Tegoroczny wynik nie daje gwarancji zupełnie niczego, a sama ekstrawagancja na boisku czasami kosztowała zespół punkty. Przed kierownictwem kolejne nerwowe lato, a presja na menadżerze absolutnie się nie zmniejszyła. W nadchodzącym sezonie na 30-tysięcznym The Amex może wydarzyć się absolutnie wszystko!

 

Nie mam pojęcia, co mógłby wnieść ten opis. Pij 2,5 litra wody dziennie, segreguj śmieci, zażywaj świeżego powietrza i śpij więcej niż 6 godzin. Miłego dnia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *