Benevento – czyli polski ekstraklasowiec w Serie A

Patrząc na aktualną tabelę Serie A, niedzielny kibic włoskiego calcio zdziwiłby się, kto aktualnie jest na 11. miejscu z 22 punktami w kieszeni. A mówimy tu o Benevento. Tak, o tym samym Benevento, które 3 lata temu przegrało 14 pierwszych meczów ligowych i ledwo uzyskało liczbę 21 punktów, spadając tym samym do Serie B. Więc co się stało? Jak grają Stregeni w tym sezonie Serie A, że utrzymują pewne miejsce środka stawki? Żeby zobaczyć dokładną przemianę aktualnego klubu Kamila Glika, trzeba się cofnąć o rok wstecz.

W sezonie 2019/20 do Benevento w roli szkoleniowca przyszedł Filippo Inzaghi, legendarny napastnik Milanu, Juve oraz Atalanty. Praca jego brata Simone w Lazio znana jest w całej Italii, więc nadszedł czas również na niego, by zbudować swoją markę w nowej branży. Przed sezonem Pippo wyznaczył jeden jedyny cel na tamten rok: bezpośrednio awansować. Zaczął zapewniać kibiców zespołu z południa Włoch już samymi transferami. Byli to piłkarze, którzy później pomogli w zdobyciu mistrzostwa Serie B, na przykład Montipo, Marco Sau, Roberto Insigne czy Perparim Hetemaj. Większość z nowych nabytków grała w poprzednich sezonach regularnie z Serie A. Sprowadzenie takich zawodników dało efekty i było po prostu widać, że Benevento to klub za dobry na Serie B, gdyż przegrali tylko JEDEN mecz w sezonie, z Pescarą 4:0, a sam bezpośredni awans uzyskali 8(!) meczów przed końcem ligi. Wszystko grało tam jak z nut, lecz mimo dobrej drużyny, to nie był koniec transferów wzmacniających Benevento. Przyszła para nowych środkowych obrońców, Kamil Glik z Monaco i Luca Caldirola z Werderu Brema, napastnik znany z włoskich boisk Gianluca Lapadula, oraz kilka solidnych wypożyczeń jak Iago Falque, Gianluca Caprani, oraz najnowszy nabytek (30.01.2021) Alfonso Gaich. Temu ostatniemu nie idzie strzelanie w CSKA, więc wybrał kierunek bardziej sprzyjający piłkarzom z Ameryki Południowej. Były jeszcze plotki o sprowadzenie Loica Remiego, ale skończyło się tylko na plotkach.

Zespół ułożony, morale wysokie, więc można grać. Niestety fani Czarownic raczej nie mogli być zadowoleni z harmonogramu spotkań. Na pierwsze 10 meczów, cztery z drużynami tzw. TOP 6. I chyba nikt, po pierwszych pięciu meczach ekipy Pippo Inzaghiego, nie spodziewał się, że aktualnie będą zasiadać na tak wysokim miejscu. Oglądając Benevento, czasami można się poczuć jak przy oglądaniu Ekstraklasy. Mocne porównanie, ale według mnie bardzo prawidłowe. Elektryczność w obronie, bramki tylko zainicjowane z wrzutki lub ze stałego fragmentu, bardzo rzadko z akcji. Czasami Letizia kopnie z dystansu, kosmiczne wyniki i trzymające końcówki przy wynikach remisowych. Przyznam, że były momenty gdy czułem się, jakbym oglądał mecze Zagłębia Sosnowiec z sezonu 18/19. Tylko Benevento ma o wiele lepszych zawodników.

Też wartą do zaobserwowania rzeczą w grze Czarownic jest ich niechęć do piłki. Tylko nie taka w kwestii zaangażowania. To wśród podopiecznych Pippo jest zdecydowanie widoczne. Bardziej chodzi mi o granie piłką i podania. Nie licząc kilku wyjątków jak mecze z Hellasem, Milanem, Crotone czy Sassuolo, rzadko kiedy procent posiadania piłki zespołu jest większa niż 40%, a liczba podań czasami nie potrafi przekroczyć liczby 350 na mecz.Być może to i lepiej, bo z wyżej wymienionych spotkań, żadne nie zostało przez nich wygrane. Powiem więcejwięcej, w tych czterech meczach, piłkarze Stregoni trafili do siatki tylko dwukrotnie. Z tego można dojść do wniosku, że chyba Benevento nie opłaca się gra miła dla oka, mimo że pokazywali, że potrafią to robić. Wolą grać wysoko, na dobitki oraz fartowne strzały z obrębu pola karnego, co moim zdaniem nie jest przyjemne. Choć zdarzają się wyjątki z reguły, jak mecz z Lazio, gdzie nawet rozgrywali interesujące akcje od swojej bramki i dominowali w drugiej połowie spotkania. Niestety, o wiele, wiele częściej mamy takie męczarnie jak z Juve, Parmą czy Bolognią, gdzie co chwile jest bombardowana bramka Montipo. Ale, sumując wszystkie aspekty, istnieje potencjał w tej drużynie na zostanie dobrym ligowcem na kilka, a nawet kilkanaście następnych lat.

Głowną rzeczą, nad którą Inzaghi powinien się pochylić to środkowi obrońcy. Bo Glik i Caldirola to aktualnie obrońcy przestarzali, nie pasujący do nowoczesnej piłki, a w dodatku elektryczni, co pokazują mecze z lepszymi rywalami, a nawet z innymi beniaminkami. Trzeba wspomnieć, że Benevento nie wygrało żadnego meczu ze Spezią czy Crotone, a bilans tych meczów to 1:7 (0;3 oraz 1:4). Od listopada natomiast z Glikiem w parze środkowych gra Federico Barba, który pokazuje, że to on zasługuje na pierwszy skład. Ale jest to niemal pewne, że potrzeba kogoś lepszego, lub brnąć w młodzież jak na przykład Christiana Pastinę. Taki sam problem z wiekowymi zawodnikami Benevento ma w ataku. Marco Sau czy Lapadula to są dobrzy gracze o uznanej marce, ale już po 30-tce, więc ich użyteczność zacznie spadać. Choć mimo wszystko to są Włochy. Tutaj najlepszym strzelcem może być 38-letni Fabio Quagiarella. Ale zawsze lepiej mieć jakieś zabezpieczenie w młodszych. I tutaj wychodzi najświeższy ruch, czyli Gaich. Patrząc na jego warunki fizyczne (1.90 m), jest szansa, że podpasuje stylowi gry Czarownic, jako centralny napastnik w trio razem z Insigne oraz Lapadulą w formacji 4321, uwielbianej przez Pippo Inzaghiego.

Ale Benevento ma również wielu dobrych grajków, którzy można powiedzieć “przodują” w składzie Stregoni, a są nimi:

– Lorenzo Montipo – według mnie najlepszy zawodnik Czarownic z dorobkiem 5 czystych kont w tym sezonie włoskiej pierwszej ligi. 23-letni, czyli jak na bramkarza bardzo dobry wiek i prawdopodobnie pokaże więcej. Często właśnie on ratował wyniki, jak w meczu z Bolognią czy Napoli. Dalej musi się wiele nauczyć w sztuce bronienia, bo czasami traci głupie bramki jak np. Z Sampdoria na 1:0 czy z Romą także 1:0, ale jest to kwestia doświadczenia i regularnej gry w Serie A. W przyszłości może będą się o niego bić klubu pokroju Lazio, Romy czy Atalanty. Jeśli nie, to na pewno zostanie w najwyższej lidze w przypadku spadku Benevento

 

– Gaetano Letizia – prawy obrońca z zapędami do ataku. Z dobrą wrzutką oraz uderzeniem z pierwszej piłki, jak na przykład gol przeciwko Juventusowi, gdzie Wojtek Szczęsny nawet nie próbował się rzucać. Aktualnie kontuzjowany, ale jak powróci w lutym, najprawdopodobniej wróci do wyjściowej jedenastki.

 

– Gianluca Lapadula i Caprari – razem najlepsi strzelcy oraz najlepsi asystujący ekipy z południa Włoch. Razem zapewnili 2/3 bramek Benevento w lidze.

 

Po tym wykładzie można dojść do krótkiego konsensusu. Aktualnie Benevento nie gra przyjemnej piłki dla oka kibica, ale gra efektywnie oraz potrafi korzystać ze szczęścia. Jeśli utrzymają aktualną formę piłkarze Filippo Inzaghiego, to na pewno zobaczymy ich w przyszłym sezonie Serie A. Czy zaskoczą nas jak tegoroczny Hellas? Zobaczymy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *