Arrivederci Watford – czy będziemy tęsknić?

Po pięciu latach spędzonych w Premier League ekipa z Vicarage Road żegna się z najwyższym szczeblem rozgrywek w Anglii i spada do Championship. Aż wierzyć się nie chce, że drużyna, która rok temu rozgrywki ligowe ukończyła na 11 miejscu, zanotowała tak potworny regres. Wydawało się, że Watford zadomowi się w elicie i przez najbliższe kilka lat będzie dostarczać swoim fanom wiele radości. Od kilku miesięcy jedyne, co serwuje kuchnia Szerszeni to smak bólu i rozpaczy. Główny problem jest znany nie od dziś, co stało się utrapieniem klubu… a dokładnie kto. Odkąd doszło do objęcia władzy przez rodzinę Pozzo Watford zaczął przeżywać nadzwyczajne wydarzenia. Od 2012 roku Szerszenie zanotowały awans do Premier League w 2015 roku oraz awans do finału Pucharu Anglii w 2019 roku. Można by rzec, w takim razie w czym problem? Włosi nie znają pojęcia cierpliwość. W ciągu pięciu sezonów w angielskiej ekstraklasie w Watfordzie aż ośmiokrotnie dokonywano zmian menedżerów, z czego czterokrotnie w trakcie ubiegłej kampanii. Doprowadziło to do niezdrowej sytuacji wewnątrz i na zewnątrz klubu, a sympatia widzów Premier League malała z tygodnia na tydzień…

Stąpanie po cienkim lodzie

foto: theathletic.co.uk

Początek rozgrywek dla Szerszeni był wprost fatalny. Przez pierwsze jedenaście kolejek nie odnieśli zwycięstwa, a po czwartej rundzie pożegnano się z Javim Gracią, który najdłużej utrzymał się na stołku w porównaniu do swoich poprzedników i następców. Jego posadę objął dawny znajomy Watfordu – Quique Sanchez Flores. Otworzyła się przed nim szansa na poprawę względem ostatniej przygody na Vicarage Road. Efekt? Jedno zwycięstwo w dziesięciu meczach pod jego wodzą, a drużyną, która odniosła porażkę, było Norwich City. W grudniu rozpoczęto kolejne poszukiwania menedżera. Wybór padł na Nigela Pearsona i okazał się to strzał w dziesiątkę. Anglik swoją renomę zbudował po heroicznym utrzymaniu Leicester City w Premier League, stając się cichym zakulisowym bohaterem sukcesu Claudio Ranieriego rok później. Odpowiedni człowiek na ratowanie zespołu z potencjałem. Efekt nowej miotły tym razem podziałał jak należy i w siedmiu kolejnych potyczkach zdobyli 14 punktów i udało się na chwilę opuścić strefę spadkową. Potem nastąpiło jednak zacięcie, by z hukiem odblokować się w niespodziewanych okolicznościach. Po porażce z Atletico Madryt w Lidze Mistrzów na Vicarage Road udał się Liverpool Jurgena Kloppa.

The Reds nie dość, że byli w momencie delikatnej zniżki formy, to jeszcze myślami wciąż szukali sposobu na armię Diego Simeone. Tego, co ich czekało 29 lutego, nie mogli przewidzieć. Błędy i dekoncentracja mistrzów Anglii doprowadziła do sensacji i Watford został pierwszą drużyną, która w tym sezonie pokonała w lidze Liverpool. Nigel Pearson znów zaczął być wychwalany pod niebiosa, a drużyna uwierzyła w swoje możliwości. Niestety tydzień później nastąpiła porażka 1:0 z Crystal Palace, a ligę zawieszono z powodu pandemii. Restart nie był udany, ale udało się zgarnąć dwa zwycięstwa z Norwich i Newcastle. Po porażce z West Hamem rozpętało się trzęsienie ziemi w klubie. Rodzina Pozzo uznała, że należy pozbyć się Nigela Pearsona, który przybył w trudnych okolicznościach i nie zyskał żadnego większego wsparcia w zimowym oknie transferowym,wykonywał całkiem dobrą robotę. To jak absurdalna była ta decyzja podkreślają medialne pogłoski, jakoby piłkarze zostali poinformowani o zmianie przed Pearsonem. Wstrząs wcale nie mógł posłużyć drużynie, kiedy czekały ją mecze z Manchesterem City i Arsenalem. W roli „strażaka” drugi raz wystąpił Hayden Mullins. Obywatele gładko poradzili sobie z Szerszeniami, Kanonierzy natomiast uporali się z outsiderem z drobnymi kłopotami. Watford ostatecznie spadł z ligi, a winowajców można szukać wśród właścicieli, którzy swoimi rychłymi zmianami działali wyłącznie na niekorzyść. Reputacja klubu bardzo na tym ucierpiała, w końcu większość kibiców po zwolnieniu Pearsona życzyła im spadku.

Najlepszy zawodnik wg użytkowników Anatomii: Abdoulaye Doucoure

Środkowy pomocnik Szerszeni zdecydowanie wyróżniał się na tle swoich partnerów. Francuz był w czołówce kilku arcyważnych klubowych statystyk: drugi pod względem oddanych strzałów, drugi pod względem wykreowanych sytuacji bramkowych, trzeci najczęściej odbierający piłkę i najczęściej podający zawodnik (z 78% celnością podań). 27-latek haruje na boisku, radzi sobie równie dobrze w grze obronnej jak i w ataku. Taki pomocnik byłby wzmocnieniem dla wielu klubów obecnej stawki. Doucoure utrzymuje całkiem solidny poziom, w poprzednich sezonach robił świetne wrażenie i z pewnością otrzyma kilka interesujących ofert na stole. Zatrzymanie Francuza na Vicarage Road będzie graniczyć z cudem, gdyż już zimą pragnął opuścić Watford. Uważam, że menedżerem, który mógłby zawiesić oko na wychowanku Stade Rennes, może być Jose Mourinho. Daniel Levy nie należy do hojnych właścicieli i znajdzie się tylko kilka przypadków, kiedy wydał ogromną kwotę na zawodników. Pomocnik Watfordu nie dość, że byłby niskobudżetowym wzmocnieniem składu, to na dodatek pasuje do filozofii Mourinho. The Special One chwali sobie graczy walecznych, charakternych i pracowitych, a Doucoure do takich się zalicza.

foto: skysports.com

Najlepszy zawodnik wg redakcji Anatomii: Troy Deeney

Niedawno Daily Mail informował o rzekomych chęciach pozyskania Troya Deeneya przez Tottenham. Sam Anglik jeszcze nie zapowiedział opuszczenia szeregów Watfordu, lecz w swoich wypowiedziach nie wyklucza żeby taka kolej rzeczy stała się faktem.

„Szczerze mówiąc, nie wiem, czy to będzie mój ostatni mecz w Watford czy w Premier League. Jeśli ostatecznie przestanę grać w Watford, to świetnie się bawiłem.W piłce nożnej rzeczy dzieją się szybko. Jestem tu od dziesięciu lat. Jeśli nadszedł mój czas, to jest mój czas by odejść”.

Napastnik Szerszeni w tym sezonie ustrzelił 10 bramek w 27 spotkaniach stając się najlepszym strzelcem drużyny. Na karku ma 32 lata, więc to ostatni dzwonek dla niego, aby dokonać wyboru – czy pozostać na Vicarage Road, czy poszukać wyzwań w innym zespole.

Czas na przebudowę

foto: independent.co.uk

Watford ma przed sobą ciężki okres do przetrwania. Tak jak wspomnieni Doucoure i Deeney, odobnie może inne gwiazdy drużyny mogą rozglądać się za ucieczką do lepszego klubu. Gerard Deulofeu, który stracił część sezonu z powodu kontuzji, był wiodącą postacią zespołu. Hiszpan wyraził chęć powrotu do AC Milanu (nie dziwota, kiedy Rossoneri zaczęli prezentować całkiem niezły futbol). Nawet jeśli nie wzmocni legendarnej włoskiej ekipy, o kluby zainteresowane jego usługami nie powinien się martwić. Również Ismaila Sarr będzie smakowitym kąskiem dla wielu drużyn, szczególnie tych ceniących sobie grę ofensywną. Szybki, zwinny, mimo dłuższej adaptacji ostatecznie pokazuje, że warto na niego stawiać i ma ogromny potencjał. Jeśli znajdzie klub, w którym posada trenera jest stabilna, a szkoleniowiec potrafi prowadzić młodych graczy, francuski skrzydłowy wskoczy o poziom wyżej. Sprzedaż takich zawodników przyniesie solidną kwotę, którą będzie można poświęcić na wzmocnienia jedenastki. Niewykluczone, że Watford zacznie częściej sięgać po młodzieżowców ze swojej akademii, gdzie znajdą się utalentowani gracze głodni gry. Warto podkreślić, że z juniorskich drużyn Szerszeni wywodzi się jedno z najgłośniejszych nazwisk ostatnich miesięcy – Jadon Sancho.

Misja powrotna do Premier League może nie być celem krótkofalowym, Championship to niezwykle wymagająca liga, o czym mają świadomość zawodnicy Szerszeni. Paru z nich wie jak bardzo ważny jest każdy mecz na tym szczeblu ligowym i ile sił potrzeba, by uzyskać korzystny wynik. Właściciele Watfordu już zaczynają poszukiwania (o ironio) nowego menedżera. Kandydatura Luki Gottiego nie jest przypadkowa – nad Udinese, którego Włoch jest obecnie szkoleniowcem, władze sprawuje Giampaolo Pozzo. Już od kilku lat zauważalne są stosunki partnerskie między tymi klubami przez częste ruchy transferowe, choćby zimowy transfer Ignacio Pussetto temu dowodzi. Czy Gotti byłby odpowiednim wyborem? Możliwe. Natomiast myślę, że będzie jednym z nielicznych, którzy rozpatrzą tą ofertę. Raczej niewielu szanujących się pracowników nie chciałoby od samego początku działać pod presją rychłego zwolnienia.

Czy będziemy tęsknić za Watfordem? Wątpliwe. Póki zespół nie odnajdzie stabilizacji, swojej tożsamości, a właściciele nie dadzą trenerom w spokoju pracować, Szerszenie będą jedynie dodatkiem do stawki ligowej. Potencjał w ekipie z Vicarage Road jest duży, lecz najpierw ktoś musi go wykrzesać. Liczę, że spadkowicz z 19 miejsca tabeli powróci do Premier League w formie sprzed lat, kiedy starcia przeciwko między innymi Arsenalowi oglądało się z niezwykłą przyjemnością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *