AFC Bournemouth – między zaufaniem, a naiwnością

Malownicze Bournemouth, jak corocznie, cieszy się popularnością. Turyści ściągają masowo, aby wypocząć i zaznać spokoju po nerwowym okresie, a plaże, ku frustracji mediów, pękają w szwach. Letnie miesiące przez ostatnie lata stanowiły dla fanów lokalnego klubu idealny czas do celebrowania udanych sezonów. Jednak w tym roku wśród plażowiczów w bordowo-czarnych koszulkach zamiast klubowych piosenek usłyszmy wylewne żale po zapitych smutkach. Pięcioletnia przygoda klubu z małego, bo mieszczącego zaledwie 11 329 widzów, Dean Court dobiega końca. Historia nie najbogatszych, którzy byli w stanie zaskakiwać potęgi oraz romantycznej drogi klubu z menadżerem przez cztery poziomy rozgrywkowe ucina się z końcem kampanii.

Co poszło nie tak? Czy za rok zobaczymy ich z powrotem na szczycie?

Zanim bomba poszła w górę…

Poprzedni sezon w wykonaniu Bournemouth można śmiało nazwać udanym. Chociaż 14. miejsce nie robiło na nikim w nadmorskim kurorcie wrażenia, styl gry zakochał w sobie całą Anglię.

Defensywne problemy Wisienek widniały już od samego początku ich topowych zmagań. Podczas pięcioletniego marszu przez Premier League zawsze kończyli sezon z przekraczającym 60 wskaźnikiem straconych bramek. Rok temu zainkasowali rekordowe 70! Mimo to, myśląc o tamtym zespole, nie mamy przed oczami przede wszystkim fatalnej defensywy. Szary i rozczarowujący krajobraz obrońców przykrywają cieszący się z bramek napastnicy. Zajmując 14. lokatę w końcowej tabeli Bournemouth było jednocześnie najbardziej bramkostrzelną drużyną spoza TOP6.

Magia duetu Wilson-Fraser unosiła się nad Dean Court od sierpnia do maja, tworząc z dwóch szaraków objawienia sezonu. Anglik siał postrach w defensywach rywali, przy czym zanotował 23 oczka w klasyfikacji kanadyjskiej, a Szkot, jako drugi asystent w lidze, brylował w kreowaniu sytuacji. Nie możemy zapomnieć o Kingu i Brooksie, którym również należy przypisać wielki udział w rekordowo skutecznym (56 bramek) sezonie.

Dodatkowo ekipa kończyła z najwyższym w lidze PPDA (przełożenie głębokości pressingu na liczby). Styl gry zespołu możemy przyrównać do postaci w skradankach, która początkowo wciąga do siebie przeciwnika za pomocą wabiku, żeby później niespodziewanie zadać mu cios w plecy. Tak właśnie rywale wchodzili do okopów Eddiego Howe’a, przy czym tworzyli miejsce dla zabawy, wspomnianej akapit wyżej, ofensywnej bandy.

 

Manager Eddie Howe insists 'positive' Cherries owner Maxim Demin ...

Eddie Howe i Maxim Demin (właściciel) foto: Bournemouth Echo

Taka dyspozycja zawodników i zdefiniowany, skuteczny styl gry, tworzyły solidne podstawy do oczekiwania kolejnej, groźnej edycji Bournemouth w sezonie 19/20. Mało kto spodziewał się zaciętego Frasera, nieskutecznego Wilsona, czy fatalnego Kinga. Nadmorski klub niejednokrotnie jawił się kibicom jako nadchodząca niespodzianka kampanii, a jednak…

Pobudka!

Tym, co nie zagrało w Wisienkach, było ich zeszłoroczne zbawienie. Ofensywa, która przed chwilą zachwycała ligę, stała się mierna i mozolna w ataku. Fraser grał, myślami będąc prawdopodobnie w londyńskim Arsenalu, który starał się o jego transfer, a Brooks lwią część sezonu spędził w szpitalu. Skutkiem tego stał się kompletny brak kreowania sytuacji. Nierozerwalny duet napastników, również będący pod formą, musiał żyć z tego, co tworzył sobie nawzajem. Sytuacji nie poprawiał środek pola, w którym Eddie Howe umieścił dwie wieże w celu jak najszczelniejszego zamknięcia obrony. Niestety ani kupiony latem Billing, ani rekordowo drogi Lerma, nie dawał potrzebnej jakości z przodu.

Największy ból Bournemouth stanowił brak części zamiennych. Kiedy stało się jasne, że Fraser nie jest w stanie cofnąć się do zeszłorocznej formy, a Wilson bez skrzydłowych jest jak Polska bez Pudziana, trener miał związane ręce. Transfery takie jak Ibe czy Solanke to powody do wstydu dla skautów i dyrektorów klubu. Nawet kupiony awaryjnie Danjuma nie tchnął choćby krzty życia w zastany atak. Pomysł Howe’a na klub nie wypalił – nowe rozwiązania nie naprawiły fatalnej obrony, a termin przydatności ataku skończył się wraz z tym sezonem. Bournemouth obudziło się z pięcioletniego snu o Premier League.

Najlepsi zawodnicy, czyli kto wyskoczy z pociągu

Najlepszy zawodnik wg kibiców: Nathan Ake

Najlepszy zawodnik wg redakcji: Nathan Ake

Pewnie każdy kiedyś słyszał o tym, że ładne dziewczyny dobierają sobie brzydsze koleżanki, aby na ich tle wyglądać jeszcze lepiej. Urodziwym okazem w Bournemouth był właśnie Nathan Ake, który, na tle kolegów z drużyny, wprost błyszczał. I nie trudno się dziwić, ponieważ ekipa broniąca z Dean Court niejednokrotnie pokazywała swoje zamiłowanie do Monty Pythona. Jedynym rywalem dla byłego zawodnika Chelsea może być Diego Rico. Hiszpan próbował rekompensować ubiegłoroczne poczynania Frasera swoimi dośrodkowaniami (miał ich najwięcej w całym zespole), a w obronie świetnie zastępował Charlie’ego Danielsa. Jednak to Holender odznaczał największe piętno na drużynie, czyniąc w Bournemouth namiastkę solidności. Najlepszą nagrodą za karierę na Dean Court jest oczywiście, jeszcze gorący, transfer do Manchesteru City.

Pora zmienić garnitur

Przez lata w Premier League klub z wybrzeża zaczął zarastać. Jedna wizja i jeden trzon zespołu szły dumnie przez pięć lat, aż zderzyły się z murem, którym jest zmiana. Eddie Howe kończy swoją, jakże sentymentalną, przygodę i robi miejsce dla nowego, świeżego spojrzenia. Ake jest najprawdopodobniej pierwszym kręgiem w kręgosłupie drużyny, po którym już niedługo może niewiele zostać. Bournemouth musi iść do fryzjera, przemyć twarz i zmienić znoszone ubrania. Nowi ludzie na ważnych stanowiskach mogą okazać się zbawczy dla miejsca, które wręcz nasiąknęło od pewnych nazwisk.

Eddie Howe – the miracle man who transformed Bournemouth and so ...

foto: The Athletic

Biorąc pod uwagę możliwości finansowe i dalekosiężność zmian, jakie mogą zajść, nie widzę Wisienek wracających do czołówki za rok. Klubowi potrzebny jest odwyk od starych nawyków. Powrót Bournemouth do Premier League rysuje mi się jedynie w zupełnie nowym garniturze – ze zmianą podejścia i przebudową wszystkiego, z czym kojarzymy minione 5 lat. Wszystko leży obecnie na barkach dyrektora, który wybierając nowego menadżera i kupując nowych zawodników, wskaże kierunek, w jakim pójdzie nowe Bournemouth.

Nie mam pojęcia, co mógłby wnieść ten opis. Pij 2,5 litra wody dziennie, segreguj śmieci, zażywaj świeżego powietrza i śpij więcej niż 6 godzin. Miłego dnia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *