Nowe “słoiki” w Serie A – kilka słów o nowych klubach na najwyższym szczeblu rozgrywkowym

Do rozpoczęcia nowego sezonu Serie A już jest coraz bliżej, bo został niespełna miesiąc. Zadaj sobie jedno pytanie. Czy ja coś w ogóle wiem o nowych beniaminkach najwyższej włoskiej klasy rozgrywkowej? Oczywiście oprócz tego, że w Empoli gra Szymon Żurkowski, a kiedyś barwy zespołu z Toskanii reprezentował Piotr Zieliński, Bartłomiej Drągowski czy Łukasz Skorupski. Jeśli nie, to ten artykuł jest szczególnie dla Ciebie. W nim spróbuję jak najlepiej opisać trójkę nowych zespołów, które zobaczymy w nowej rywalizacji o scudetto, czyli wspomniane EmpoliVenezię oraz Salernitanę 
 
Salernitana 
 
Jak zawsze zaczyna się od końca czy od początku, ja zacznę tak nietypowo, od środeczka. A warto o tym klubie wspomnieć na początku, bo historia Salernitany z wejściem do Serie A jest… dosyć nietypowa, a zarazem ciekawa. Najważniejsze co trzeba dodać, to że klub ze stolicy Kampanii awansował do Serie A po raz trzeci w swojej ponad stuletniej historii. A najlepsze jest w tym wszystkim to, że nikt się tego nie spodziewał po ekipie, która jeszcze kilka sezonów temu bila się w barażach o utrzymanie w Serie B, a 9 lat temu grywała zaledwie w Serie D. Ten wielki sukces sportowy zespól zawdzięcza prezesowi Claudio Lotito. Co poniektórzy fani calcio mogą połączyć fakty i przypomnieć sobie, że Lotito to także prezes rzymskiego Lazio. Łączył obie funkcje w bardzo dobry sposób, wysyłając słabszych zawodników oraz młodzieżowców do zespołu z Serie B. Ze względu na to, że w Serie A jest zabroniony “timesharing” (czyli w największym skrócie, posiadanie dwóch zespołów na tym samym poziomie rozgrywkowym), a Salernitana wywalczyła awans, musiała nastąpić zmiana właściciela i przez ponad miesiąc ekipa z południa Włoch nie była pewna awansu na Serie A. Na szczęście, Claudio dogadał się z FIGC (Włoska Federacja Piłkarska) i zagrają we włoskiej ekstraklasie. Ale pod pewnymi warunkiem – na ekipy Lazio i Salernitany naklejono ban transferowy w letnim okienku transferowym. W tym zakazie chodzi o to, że nie mogą oni wymieniać się swoimi piłkarzami nawzajem, czyli głównie Lotito nie może wysyłać swoich piłkarzy do Salerno. W tym czasie Lotito ma znaleźć kupca na jeden ze swoich klubów. Jeśli to się nie uda do stycznia, ban przedłuży się do zimowego okienka. Stawia to klub przed wielkim problemem, gdyż największą bolączką klubu było to, że klub opierał się na zawodnikach wypożyczonych, szczególnie właśnie z Lazio. Tacy piłkarze jak Gennaro Tutino czy Andre Anderson stanowili o sile zespołu, a teraz wrócili do swoich klubów i aktualnie losy ekipy spoczywają na barkach zawodników, którzy wrócili z wypożyczeń, jak Felipe Curcio, Niccolo Giannetti, Marco Firenze czy na piłkarzach ściągniętych do klubu za darmo jak Joel Obi czy Stefan Stranberg. Czyli jak widzicie, nazwiska, które na 99% nie powalą włoskiej elity. Co ciekawe, ŻADEN piłkarz Salernitany nie jest warty więcej niż milion euro wg portalu Transfermarkt. Przed klubem czeka sroga lekcja futbolu od klubów pokroju Atalanty, Milanu czy Juventusu. Jeden z pewniaków do rychłego spadku. A na koniec, moje przewidywania: 

X

Miejsce końcowe: 20 
Liczba zdobytych punktów: 15 
Najbardziej wyróżniający się piłkarz:  
 
Najbardziej szkoda mi w tym wszystkim trójki Polaków, którzy byli związani z Salernitaną w poprzednim sezonie. Patryka Dziczka, którego profesjonalna kariera stoi na włosku ze względu na jego ostatnie dwa zemdlenia, Tomasza Kupisza, który pomimo tylu lat na Półwyspie Apenińskim znowu nie zagra na boiskach Serie A, bo został wypożyczony do Pordenone, które gra w Serie B, oraz na koniec Pawła Jaroszyńskiego, który spędzi w tym klubie cały następny sezon i nawet nie wiadomo, czy będzie podstawowym lewym obrońcą “I granata” po tym, jak na początku okienka został ściągnięty Sanasi Sy oraz wrócił z wypożyczenia wspomniany wcześniej Curcio. Jedynie co możemy, to trzymać kciuki, żeby moje przypuszczenia nie były trafne, a Salernitana zostanie takim włoskim Kaiserslauten z sezonu 97/98. 
 
Empoli 
 
Empoli awansowało do Serie A po raz siódmy w swojej długiej historii. Tym razem prawie zdominowali całą Serie B. Przez ponad połowę sezonu (od 16. Kolejki) i nieprzerwanie do końca rozgrywek byli liderami ligi i bez problemu awansowali. Chociaż patrząc, jakimi drużynami byli ich przeciwnicy, to w moich oczach sukces jest niezbyt imponujący, bo mówimy o wcześniej wspomnianej Salernitanie oraz Monzie – ekipie, której ja kibicowałem, żeby weszli do Serie A (ale jak widać ten zespół jeszcze nie jest na nią gotowy przez zbyt łatwe gubienie punktów). Rok temu trenerem zespołu z Toskanii został Alessio Dionizi, czyli nowy trener Sassuolo, który powrócił do starej i sprawdzonej w toskańskim klubie taktyki z formacją 4312, która w Empoli z czasów Sarriego oraz Giampaolo działała najlepiej. I w tym wypadku było tak samo. Alessio oraz cały sztab trenerski zbudowali bardzo solidną kadrę, nawet mającą potencjał na zostanie solidnym średniakiem Serie A. Szczególnie trzeba wyróżnić kilku piłkarzy, jak Leonardo Mancuso i Nadim Bejrami, oraz Samuele Ricci. 19-letni pomocnik to największy aktualnie talent Empoli. Warto wspomnieć także o Dimitriosie Nikolaou, który pomimo słabego początku w klubie w ostatnim sezonie stał się solidnym podstawowym obrońcą zespołu. I oczywiście nie zapomnijmy o naszym rodaku, czyli Szymonie Żurkowskim. Polak w Empoli niedawno przedłużył wypożyczenie o kolejny, trzeci rok i to będzie jego tzw. być albo nie być. Skoro już grywał nawet w podstawowym składzie w tej Serie B, to teraz musi się pokazać z jak najlepszej strony na początku sezonu, ponieważ rywalizacja na środku pomocy jest naprawdę spora. Podsumowując, Empoli jest to jedyny zespół z beniaminków Serie A, który moim zdaniem spróbuje się utrzymać na dłużej w lidze, chociaż patrząc na ich ostatnie poczynania we włoskiej ekstraklasie, oraz na to, że triumfatorzy Serie B (nawet z dużą przewagą) nie radzili sobie później w wyższej lidze, można mieć pewne wątpliwości. Jedyne czego można życzyć, to tak samo jak Salernitanie – szczęścia.

Miejsce końcowe: 16 
Przewidywana liczba zdobytych punktów: 36 
Najbardziej wyróżniający się zawodnik: Samuele Ricci 
 
Ciekawostka: Zawodnikiem Empoli jest były słowacki napastnik Zagłębia Lubin Samuel Mraz, który w Ekstraklasie strzelił 2 bramki oraz zaliczył jedną asystę na 27 spotkań. Jego przyszłość w klubie z Toskanii nie jest zasłana różami i pewnie zostanie znów wypożyczony na kolejne kilka sezonów. Tak samo zawodnikiem Empoli był kiedyś włoski napastnik, który polskiej scenie piłkarskiej jest najbardziej znany z tego, że był… przyjacielem Piotra Zielińskiego, czyli Manuel Pucciarelli. 
 
Venezia 
 
I czas na największą niespodziankę z tej trójki beniaminków. Nawet większa niż Salernitana, bo jak klub Claudio Lotito był plasowany przez wielu jako “pewny utrzymania”, to Venezia była jednym z potencjalnych spadkowiczów. A co się okazało? Skończyli sezon na 6. miejscu i po pięciomeczowej bolączce w play-offach trafili do Serie A po 20 latach. Cytując sir Alexa Fergusona “Football, bloody hell”. Ojcem tego sukcesu drużyny z Wenecji jest były właściciel klubu, Joe Tacopina. W 2015 roku przejął on klub w Serie B, który przez nieprawidłowości finansowe spadł do Serie D. Amerykanin włoskiego pochodzenia odbudował go na nowo i wrócił z nim na zaplecze włoskiej ekstraklasy już po dwóch latach, gdzie do poprzedniego sezonu byli silnym średniakiem ligi. Po wejściu do Serie B zostało zatrudnionych wiele nowych osób, jak Filippo Inzaghi w roli trenera czy Giorgio Perinetti, który miał przeszłość z prowadzeniem ekip Serie A. Na początku 2020 roku Tacopina zrezygnował ze stanowiska, a zastąpił go inny Amerykanin – Duncan Niedenauer. Nowy właściciel szedł tą samą drogą co jego poprzednik w sprawach klubu. Ma w planach wybudować nowy stadion na stałym lądzie, gdyż aktualne Stadio Pier Luigi Penzo nie spełnia wymagań do prowadzenia meczów Serie A. Właśnie, do gry na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, którego nikt się nie spodziewał. Ojcami tego sukcesu na boisku są duet pomocnik-napastnik Mattia Aramu oraz Francesco Forte, a także wypożyczony z Interu młody napastnik Sebastiano Esposito (aktualnie zawodnik FC Basel). Nie warto jednak zapominać też o kilku piłkarzach, którzy także stanowili trzon zespołu jak Luca Fiordilino czy Domen Crnigoj. Dzięki walce, zaangażowaniu i ogromie szczęścia zespół spisywany na marazm w Serie B zakończył rozgrywki na 6. miejscu i rozpoczął rywalizację w play-offach. W żadnym spotkaniu nie byli plasowani w miejsce faworyta do awansu. W futbolu zawsze można spodziewać się sensacji, tak jak w tym wypadku. Choć zaczęło się trudno, bo dopiero dogrywce pokonali Chievo Veronę, żeby w następnie rundzie trafić na Lecce z najlepszym atakiem ligi. Dowodził nim król strzelców Massimo Code współpracując z naszym rodakiem Mariuszem Stępińskim. Lecce obudziło swojego ducha z przeszłości i grało okrutnie bezpłciową piłkę, a dobra gra Venezii w pierwszym spotkaniu wystarczyła im do wejścia do finału. Tam czekała na nich Cittadela, którą po dwumeczu Venezia pokonała 2:1.
Drugi mecz był rozgrywany stadionie
Arancioneroverdiwięc zawodnicy mogli świętować awans na swoim domowym obiekcie. Najbardziej jednak ze sukcesu cieszył się Niedenauer, który wejście do Serie A świętował kąpielą w wodach kanałów weneckich. 

Lecz pomimo takiego szczęśliwego zakończenia, świętowania czy dobrych nastrojów, trzeba szczerze powiedzieć, że kolejny sezon będzie dla klubu niezwykle trudny. Nie dość, że starania zawodników starczą zaledwie na walkę o utrzymanie, to swoje domowe mecze będą musieli grać na stadionie SPAL w Ferrarze, oddalonym o 120 kilometrów od domowej bazy na weneckiej “wyspie”. Mimo wszystko, trzymam kciuki za tą ekipę, żeby pokazała się jak najlepiej, jak Spezia w ubiegłym sezonie, czy Empoli te 5-6 lat tamu za sterami Maurizio Sarriego 
 
Miejsce końcowe: 17-18 
Liczba punktów: 28 
Najbardziej wyróżniający się zawodnik: Francesco Forte 
 
Ciekawostka: Największym sukcesem weneckiego klubu jest zdobycie Pucharu Włoch w 1941 roku w czasach II wojny światowej. W tym składzie grały wtedy dwie wielkie legendy tamtych lat oraz późniejsi liderzy Grande Torino – Valentino Mazzola oraz Ezio Loik, czy jedna z nielicznych legend klubu, Francesco Pernigo. Grali oni wtedy w koszulkach w zielonoczarne barwy, bez tego, wyróżniającego się teraz, pomarańczowego koloru. Powód? Bardzo prosty. Pomarańczowy kolor to główne barwy AC Maestre, klubu, z którym w 1987 roku Venezia się połączyła, a to wszystko dzięki staremu prezesowi Maurizio Zamapariniemu. 


Zródło:https://it.wikipedia.org/wiki/Venezia_Football_Club

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *